Przyjazne dla wydruku, PDF i e-mail

Ćwicz z tym, co masz przed sobą

Moss i Mary Grace przed jednym z ołtarzy opactwa.
Moss i Mary Grace w opactwie. (Zdjęcie zrobione przez Opactwo Sravasti)

Mary Grace jest długoletnią uczennicą Dharmy i przyjaciółką opactwa Sravasti. Jest nauczycielką, a także żoną, matką i babcią, w jej domu mieszkają trzy pokolenia. Napisała w liście do opactwa.

Kiedy biorę bodhisattwa przysięga, wyrecytuj „Osiem wersetów” Trening umysłu” i wielu wersetach poświęconych, czasami czuję się pobożny lub jak liberalny filantrop o dobrych intencjach. Zrobię to, ponieważ jest to tak znaczące, głębokie, poruszające i duchowe. Jednak kiedy coś pojawia się na naszej twarzy, w naszym życiu iw naszych domach, egocentryczna myśl mówi: „Co?! Nie to! Nie mogę sobie poradzić z jeszcze jedną rzeczą. Wiemy, że istnieje wiele warsztatów na temat szczęścia, refleksji nad duszą, terapii wzmacniającej. Niewiele jest cierpienia.

Więc dlaczego to piszę?

Mój mąż Moss jest dość chory na cellulit MRSA, niebezpieczną infekcję gronkowcem, która objawiła się na jego twarzy. Wygląda na to, że jego skóra jest spalona i wycieka z niej ropa. Jego pierwszą diagnozą był wyprysk, a następnie liszajec. Potem poprzedniej nocy zachorował tak bardzo, że zemdlał i spadł ze schodów, rozbijając sobie czaszkę. Na izbie przyjęć lekarz stwierdził, że ma cellulit MRSA. 26 zszywek później i dzień intensywnych antybiotyków w kroplówce, jest w domu. I bardzo chory. Może jutro przyjmę go z powrotem.

Mój umysł. Gdzie moja głowa? Na początku nie mogłem się skupić, ale wkrótce dotarły do ​​mnie wersety Szantidewy: „Niech wszystkie istoty wszędzie, nękane cierpieniem ciało i umyśle, uzyskaj ocean szczęścia i radości dzięki moim zasługom”. „Dopóki przetrwa przestrzeń i tak długo, jak będą przebywać czujące istoty, ja też pozostanę, aby rozwiać nędzę świata”. A potem myśl, To znaczy teraz. Przynieś to. Oby nikt nie cierpiał i abym kontynuował praktykę pomimo moich samolubnych myśli.

W szpitalu z Mossem, potem w domu, by oczyścić krew i siku naszej psiej Luny i pocieszyć rodzinę. Moją pierwszą myślą po posprzątaniu siusiu Luny było: „Musimy ją położyć, na dodatek nie mogę sobie poradzić z umierającym psem”. Jakieś dwie sekundy później zacząłem się śmiać. Nie ma mowy. Nie tym razem. Nie. To jest prawdziwe. Przynieś to.

Następnego ranka moja nastoletnia córka Emma jest zmęczona i obolała od boreliozy; moja wnuczka Lily płacze, bo jest smutna i boi się Mossa, a moja córka Jess musi iść do pracy.

Zabrałem Lunę na spacer. Widziałem w myślach opactwo i słyszałem was wszystkich śpiewających. Czcigodny powiedział: „Czas intonować. Możesz to zrobić." W sercu czułem się lżejszy, bardziej otwarty. Śpiewanie jest otwarciem na ten moment, na to cierpienie, na to życie.

Jedna chwila na raz. Chwile mogą być niesamowitymi podróżami. Obcowanie z tym, co masz na twarzy, nie daje ci czasu na zajmowanie się własną twarzą.

Wizualizacja pomagania wszystkim wokół mnie i wszystkim istotom potrzebującym miłości, pocieszenia i pomocy napędza moją praktykę. Tak, to trudne, ale nie trudne. Czego oczekuję? Od lat recytuję wersety, aby móc ze współczuciem przyjmować cierpienie innych. Teraz przychodzi praktyka. Jest o wiele łatwiej, gdy wszystko jest „w porządku”. Ale minęło dużo czasu, odkąd doświadczyłem „w porządku”. Różnica polega na tym, że nie szukam szczęścia poza cierpieniem. To jest to samo.

Trzymam was wszystkich w sercu za każdym razem, gdy siadam na poduszce lub robię to, co robię, aby pomóc mojej rodzinie i sąsiadom.

Proszę, trzymaj Moss w swoich modlitwach. I wiedz, że mam szczęście mieć w tym czasie prawdziwe schronienie.

Obyśmy wszyscy podążali ścieżką z oddaniem, skupieniem i akceptacją tego, co jest na naszej twarzy.

Autor gościnny: Mary Grace Lentz