Przyjazne dla wydruku, PDF i e-mail

Ustanowienie sanghi na Zachodzie

Zebrała się duża grupa mnichów tybetańskich.

Czcigodny Thubten Chodron spotkanie z sanghi o godz Instytut korzeni w Bodhgaya, styczeń 2023 r.

Na prośbę dyrektora klasztoru Nalanda we Francji i mniszek z klasztoru Detong Ling w Hiszpanii, Czcigodny Chodron rozmawiał z grupą mnichów o klasztorny szkolenie w Opactwie. Ożywiona dyskusja, opisana poniżej, dotyczyła między innymi:

  • Wizja Czcigodnego budowania współzależnej społeczności poprzez wspólne wartości przejrzystości i współpracy;
  • Struktury i procesy dbania o fizyczne, umysłowe, emocjonalne i związane z Dharmą potrzeby sangha;
  • Jak trzymać winaja jest niezbędna do życia wspólnotowego w klasztorze;
  • Wstępne sprawdzanie, przygotowywanie, doradzanie i szkolenie członków społeczności.

Wykład odbył się w Root Institute w Bodhgaya w Indiach w styczniu 2023 roku.

Czcigodny Thubten Chodron (VTC): Poświęćmy chwilę, aby przypomnieć sobie naszą motywację. Jak sangha członków, ponosimy odpowiedzialność nie tylko za naszą własną praktykę, ale także za podtrzymywanie Dharmy. Aby uczyć się Dharmy, podtrzymywać Dharmę, aby móc przekazywać ją przyszłym pokoleniom i dzielić się Dharmą z każdym, kto przychodzi, z każdym, kto jest otwarty i chce się uczyć Buddacennych nauk. Jak sangha członków, jesteśmy szczególnie odpowiedzialni za trzymanie naszego zasady dobrze i za trzymanie winaja tradycji i zdobywania kwalifikacji do jej przekazywania i zachęcania innych osób, które są zainteresowane do wyświęcania i przyłączenia się do niej sangha. Robimy to wszystko dla ostatecznego długoterminowego celu, jakim jest osiągnięcie pełnego przebudzenia, abyśmy mogli najskuteczniej przynosić korzyści innym.

Publiczność: Dziękuję bardzo.

VTC: Jak chciałbyś zacząć? Co jest dla Ciebie ważne?

Publiczność: Nalanda istnieje od 40 lat i mamy inny moment społeczności. Społeczność dojrzewa pod pewnymi względami; mnisi mieszkali całe swoje życie w Nalandzie i umierali w Nalandzie. Mieliśmy jeden mnich który faktycznie zmarł w zeszłym roku w Nalandzie. Zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że to będzie miejsce, w którym ludzie zostaną wyświęceni, a potem prawdopodobnie umrą w Nalandzie. Chcieliśmy więc podzielić się kilkoma pomysłami i oczywiście usłyszeć o doświadczeniach miejsc, które odniosły duży sukces klasztorny społeczności na Zachodzie. Więc proszę, możesz opowiedzieć trochę o swoim pomyśle, kiedy założyłeś opactwo Sravasti i jak to się zaczęło. Jak widzisz, co faktycznie się dzieje i jakie są obszary, które musimy poprawić? Coś w tym stylu.

VTC: Przez wiele lat mieszkałem w ośrodkach FPMT (Fundacja Ochrony Tradycji Mahajany) oraz w klasztorze Kopan iw Bibliotece w Dharamsali. Było dla mnie bardzo jasne, że ośrodki Dharmy są przeznaczone głównie dla ludzi świeckich. Skierowane są do osób świeckich i tzw sangha to ludzie, którzy przychodzą i pomagają i bardzo często zajmują podrzędne stanowiska. Ale naprawdę chciałem żyć w klasztorze, który był wspólnotą, żyć z innymi ludźmi, którzy byli podobnie myślący. Świeccy studenci Dharmy są wspaniali, ale myślę, że ich cel w życiu jest zupełnie inny niż nasz. Kiedy jesteś sangha członek, poświęciłeś swoje życie Dharmie. To nie znaczy, że jesteś całkowicie wyrzeczony, ale w twoim umyśle to jest dla ciebie najważniejsze i to decyduje o tym, jak podejmujesz decyzje. W życiu świeckim jest tylko wiele rozrywek, związanych z rodziną, życiem towarzyskim, sprawami finansowymi i tak dalej.

Mieszkając w klasztorze Dordże Palmo i uczęszczając na nauki w klasztorze Nalanda przez wiele lat, chciałem zobaczyć klasztorny społeczność, w której ludzie są wspierani finansowo, gdzie to jest ich dom, gdzie nie muszą płacić. Inaczej jest w wielu klasztorach, gdzie mnisi muszą płacić za życie. Osobiście uważam, że to skandaliczne. The winaja mówi, że kiedy wyświęcasz ludzi, powinieneś troszczyć się o ich jedzenie i ubranie oraz o Dharmę: jedzenie, ubranie, schronienie i Dharmę. Ale tradycja tybetańska na ogół tego nie robi. Może w jakimś khangtsenie1 tak się dzieje i dostajesz trochę wsparcia lub z grupowych pudży otrzymujesz posiłki i ofiary. Ale zasadniczo jako mieszkaniec Zachodu wyświęcasz, a potem…. [cisza i śmiech] No wiesz.

Publiczność: Wiemy!

VTC: I jest bogaty sangha i tam jest bieda sangha.

Publiczność: Tak.

VTC: Byłem jednym z biednych sangha. Jestem bardzo zaniepokojony: jak możesz wyświęcać, a następnie oczekiwać, że będziesz się utrzymywał i utrzymywał swoje zasady w tym samym czasie? Być prawdziwym sangha członek nie możesz tego zrobić. Nie możesz utrzymać pracy. Przepraszam, jeśli mówię rzeczy, które naciskają ludzi. Jestem całkiem bezpośredni i opowiadam ci o swoich pomysłach. Mogą nie zgadzać się z twoimi pomysłami. W porządku. Nie krytykuję cię, jeśli nasze pomysły nie są takie same. Mówię tylko, jakie są moje doświadczenia i przemyślenia.

Chciałem więc miejsca, w którym naprawdę mógłbym się osiedlić. Nie tylko dla mnie, ale widziałem tak wielu zachodnich mnichów, w tym ja, którzy byli jak piłeczki do ping-ponga. Jesteście wysyłani do tego centrum i tamtego centrum i wszędzie. Nie masz żadnej kontroli. Próbujecie uczyć się Dharmy i kręcicie się po świecie, pracując w ośrodkach Dharmy.

Czułem się bardzo mocno, od samego początku Lama Tak, że sangha jako społeczność była tak ważna dla ustanowienia Dharmy w danym miejscu, mimo że na Zachodzie jest tak wielu świeckich nauczycieli. Ludzie często myślą, że tzw sangha jest tradycją, która jest patriarchalna, hierarchiczna, staromodna i niepotrzebna. Niektórzy świeccy twierdzą, że sangha tłumi naszą seksualność i ucieka od świata. Wiesz, wszystko już słyszałeś.

Nie sądzę, że o to chodzi sangha to robi. Myślę, że ludzie mają naprawdę dobre motywacje i przychodzą z bardzo dobrymi motywacjami. Trzeba o nie dbać. Dharma potrzebuje nie tylko potrzeb fizycznych, ale także umysłowych i emocjonalnych. Ludzie są całymi istotami ludzkimi, a nasze społeczności muszą troszczyć się o każdego w całości, nie tylko poprzez studiowanie klasycznych tekstów. Teksty i tego rodzaju edukacja są wspaniałe. Uwielbiam studia, ale zdałem sobie również sprawę, że można dużo się uczyć i uczyć, nie ćwicząc ani nie zmieniając umysłu.

Przez wiele lat działałem w FPMT iw pewnym momencie…. Cóż, nie trzeba wchodzić w całą historię, ale w pewnym momencie zapytałem Lama Zopa Rinpocze, gdybym mógł sam podejmować decyzje. Poprosił mnie, abym udał się do pewnego ośrodka Dharmy, ale nie wyszło. Wysłałem więc wiadomość z pytaniem, czy mogę podejmować własne decyzje. A on powiedział „Tak”. Wróciłem więc na jakiś czas do Indii, a potem byłem nauczycielem rezydentem w Seattle, nauczając w ośrodku Dharmy. Był niezależnym ośrodkiem, nie był związany z żadną organizacją międzynarodową. Ludzie tam byli wspaniali, ale ja chciałem mieszkać z mnichami i czułem, że klasztory są bardzo ważne. Skończyło się więc na założeniu opactwa Sravasti.

Opactwo Sravasti jest niezależne. Nie należy do organizacji międzynarodowej. To była przemyślana decyzja, ponieważ zauważyłem, że należysz do organizacji, w której lamowie są bardzo szanowani, to wszyscy słuchają tylko lamowie System tybetański ogólnie funkcjonuje w ten sposób. Nie działa poziomo, a ludzie podejmują decyzje jako grupa. Wszyscy patrzą na lamowie mówić im, co mają robić, aby ludzie nie wiedzieli, jak współpracować i robić razem rzeczy jako mieszkańcy Zachodu. Przy każdej decyzji wszyscy pytają: „Co robi Lama mowić? Co robi Lama chcesz, żebyśmy zrobili?” Ludzie nie mogą ze sobą współpracować, więc dochodzi do kłótni, rywalizacji, niezgody i zazdrości o to, kto zbliży się do lamowie a kto jest na zewnątrz, nie blisko lama. Przepraszam, jeśli mówię o rzeczach oczywistych, o których nikt nie mówi. To prawda, prawda?

Również zachodni mnisi nie wiedzą, jak się otworzyć. Wszyscy tam siedzą. Próbujemy poradzić sobie z naszymi umysłami, które są tylko bananami. Ale nie chcemy o tym rozmawiać, ponieważ wszyscy tak bardzo staramy się być dobrymi mnichami, prawda? "Jestem dobry klasztorny, więc nie będę mówić o swoich problemach, bo ich nie mam…. Dopóki nie idę do swojego pokoju i jestem przygnębiony i zdenerwowany. Nikt mnie nie rozumie i nie mam przyjaciół. Co ja mam zrobić?"

Postrzegałem to jako prawdziwy problem, zwłaszcza na Zachodzie sangha. W Sravasti Abbey bardzo mocno wyznajemy pewną wartość — jest nią przejrzystość. Innymi słowy, dajemy ludziom znać, co się z nami dzieje. Nie próbujemy stworzyć wizerunku jakiegoś wysokiego, wzniosłego praktykującego, który nie ma żadnych problemów, który wszystko rozumie…. Nie. Jesteśmy istotami ludzkimi i chcemy społeczności, chcemy należeć i wnosić wkład do grupy, która pracuje dla czegoś większego niż my sami. Ale jako ludzie Zachodu nie wiemy, jak tworzyć społeczność. Tybetańczycy wstępują do klasztoru, gdy jesteś małym dzieckiem, twój wujek lub ciocia są klasztorny w tym klasztorze i zaopiekują się tobą. Jesteś w khangtsenie z ludźmi z twojego regionu Tybetu; mówicie tym samym dialektem.

My, ludzie z Zachodu, przybywamy i jesteśmy z różnych krajów, mówimy różnymi językami i jesteśmy piłeczkami ping-pongowymi krążącymi po całym świecie. Chcemy wspólnoty, ale nie wiemy, jak to zrobić. Nie pozostajemy w jednym miejscu wystarczająco długo, aby rozwinąć klasztorny wspólnota. Poza tym wszyscy tak bardzo staramy się być dobrzy i trudno nam mówić o naszych problemach. Lub jeśli mówimy o nich, po prostu: [zawodzi]. To jest jak ten dramat! Tak więc opactwo Sravasti zostało założone ze wspólnym celem dla społeczności i dla nas jako grupy jednostek. Nie jesteśmy tutaj dla mojej praktyki Dharmy, mojej edukacji, gdzie mogę studiować, czego mogę się nauczyć, gdzie mam zamiar odbyć odosobnienie, jak często widuję guru, jak bardzo jestem podziwiany za to, ile wiem. To nie jest naszym celem.

Naszym celem jest ustanowienie sangha na Zachodzie i w ten sposób szerzyć Dharmę na Zachodzie. Chcemy stworzyć coś, co będzie trwało przez wiele, wiele pokoleń, jeszcze długo po tym, jak nas już nie będzie. Chcemy, aby Dharma pozostała na świecie, aby inni ludzie mogli się z nią spotykać i uczyć się jej, tak jak poprzednie pokolenia mnichów w Azji utrzymywały nauki i święcenia i przekazywały je, abyśmy mogli je spotykać i praktykować. To powszechna wartość w Opactwie i uczysz się tego, kiedy przychodzisz. Aby to zrobić, musimy funkcjonować jako społeczność. Nie jesteśmy tylko instytutem edukacyjnym i nie jesteśmy pensjonatem dla mnichów. Ponieważ instytut edukacyjny, pensjonat – jesteście tam, kiedy trwają programy i nauki, ale kiedy ich nie ma, wtedy każdy idzie tam, gdzie chce. Nie ma poczucia dbania o społeczność ani sprawdzania ze społecznością, co robisz, gdzie i na jak długo się wybierasz. To po prostu cokolwiek chcesz robić, kiedy zajęcia się nie odbywają — idziesz i robisz to. To nie społeczność, to instytut. Czy widzisz różnicę między tym a rzeczywistym klasztorny społeczność, w której wszyscy pracują razem?

Kiedy jest klasztorny społeczność, dołączasz do społeczności; to miejsce jest twoim domem. Możesz udać się do innych miejsc i uczyć się w innych miejscach, ale najpierw skonsultuj się ze społecznością. Wszyscy są zgodni, że dobrze jest wyjechać na jakiś czas, ponieważ wszyscy mamy ten sam cel. Kiedy udajesz się na inne nauki, odosobnienia lub odwiedzasz rodzinę, wiesz, że reszta społeczności cię wspiera. Wiesz, że po powrocie podzielisz się z nimi tym, czego się nauczyłeś. Szczególnie jako nowa społeczność naprawdę potrzebujemy wszystkich na pokładzie w tej kwestii. Ludzie pytają mnie: „Dlaczego Czcigodny Sangye Khadro nie przybył na nauki do Indii?” Cóż, ponieważ jesteśmy społecznością i jest nas już trzech. Jest nas 24 osób, więc w tej chwili więcej osób nie może wyjechać. Ale pójdą później na inne nauki, a my szczęśliwie pozostaniemy w Opactwie, żeby wszystko szło dalej.

Więc pracujemy razem jako społeczność. Sprawdzamy: Jak długo Cię nie będzie i dokąd się wybierasz? Co robisz? A co z twoimi obowiązkami? Kto przejmuje twoje różne prace, kiedy cię nie ma? Sprawdzamy z innymi. Jestem pewien, że wszyscy w naszej społeczności bardzo by chcieli przyjść na nauki, pojechać z nami na tę wycieczkę do Singapuru i Tajwanu, ale wszyscy wiedzą, że tylko kilka osób udaje się na raz. Opactwo co roku organizuje trzymiesięczne zimowe rekolekcje i to właśnie robi teraz reszta społeczności.

Wróćmy do przejrzystości, gdzie ludzie naprawdę mogą się otworzyć i powiedzieć, co czują, co się z nimi dzieje. Możesz przyznać się do rzeczy innym ludziom bez poczucia wstydu lub winy. Każdego ranka mamy tak zwane „spotkania na stojąco” — „na stojąco”, co oznacza, że ​​są krótkie. Nie siadasz, więc lepiej, żeby było krótkie! Stoimy w kole i każdy mówi coś, z czego się cieszy poprzedniego dnia, a potem mówi, co będzie robił tego dnia w sensie oferuje praca serwisowa. Wtedy ktoś może powiedzieć: „Jestem dzisiaj w naprawdę złym nastroju. Przez ostatnie trzy dni byłem w złym humorze, więc proszę wiedz, że jeśli moja mowa jest trochę ostra, to dlatego. Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.”

Ludzie będą mówić o takich rzeczach. Wszyscy słyszą, wszyscy wiedzą. Lepiej jest, gdy jesteś zdenerwowany lub zły, jeśli sam powiesz o tym społeczności, ponieważ i tak wszyscy wiedzą, że jesteś w złym humorze. Kiedy próbujemy ukryć nasze błędy, kiedy próbujemy udawać, że nie jesteśmy źli, że wszystko jest w porządku, wszyscy wiedzą, że to bzdura. O wiele lepiej jest się dzielić, ponieważ kiedy dzielisz się w ten sposób, wszyscy mają empatię, ponieważ wszyscy rozumieją. Wszyscy mamy czasem zły humor, więc ludzie to rozumieją. Sam to powiedziałeś, więc wiedzą, że jesteś właścicielem swojego zachowania; nikogo innego za to nie obwiniasz. Wtedy ludzie chcą Cię wspierać, zależy im na tym, jak się czujesz i chcą pomóc. Myślę, że przejrzystość jest dość ważna. The winaja również mówi o przezroczystości, chociaż nie używa tego terminu.

Myślę, że sposób, w jaki się trzymamy winaja jest bardzo ważny dla życia wspólnotowego w klasztorze. Czy tak się czujesz? Więc robimy sodziong (posadha, spowiedź co dwa tygodnie i oczyszczenie of klasztorny zasady). Wszyscy trzymamy tzw Dharmaguptaka winaja, który jest praktykowany w Chinach, Tajwanie, Korei i Azji Południowo-Wschodniej. Tybetańczycy wyznają Mulasarvastivadę winaja. Powód, dla którego podążamy za Dharmaguptaka winaja jest to, że linia wyświęcania bhikszuni istnieje w azjatyckich klasztorach, które posiadają Dharmaguptaka winaja ale nie w tybetańskich klasztorach, które przestrzegają Mulasarvastivada winaja. Więc zdecydowaliśmy – właściwie to ja zdecydowałem, ponieważ byłem pierwszym mieszkańcem Opactwa – ja i dwa koty, a koty nie były wyświęcone, więc nie miały w tej sprawie nic do powiedzenia! Nasze mniszki chcą zostać bhikszuni i teraz 11 z nich otrzymało te święcenia. Teraz mamy też kilku mnichów i dobrze im idzie przyjmowanie święceń Dharmaguptaka. W ten sposób wszyscy podążający za Dharmaguptaka winaja, w końcu, kiedy będziemy mieli wystarczająco dużo osób, które zostały wyświęcone wystarczająco długo, możemy sami udzielać święceń bhikszuni i bhikszu – po angielsku! Możesz więc zrozumieć, co mówi nauczyciel i aczarja, i co ty mówisz. W tej chwili mamy wystarczającą liczbę mniszek ze starszym stażem, aby to zrobić, ale nie mamy jeszcze wystarczającej liczby bhikszu w Opactwie…. Och, jest tyle rzeczy do opowiedzenia! Jak to wszystko ogarnąć w tak krótkim czasie?

Myślę, że jednym z problemów, które zdarzają się z westernu sangha polega na tym, że ludzie nie są odpowiednio sprawdzani i przygotowywani przed święceniami, a potem nie są szkoleni. Każdy może zapytać A lama, „Czy wyświęcisz mnie?” I [tzw lama często odpowiada], „Przyjdź jutro rano (za tydzień itd.) z miską i szatami”. Wchodzisz i wychodzisz ze święceń po półtorej godzinie później. Potem zatrzymujesz się i myślisz: „Co mam teraz zrobić?” Nikt cię nie sprawdzał, nie wiesz gdzie mieszkać ani skąd będzie pochodzić twoje jedzenie. Podczas ceremonii święceń zadają ci różne pytania i nikt nie sprawdza z tobą, czy masz kwalifikacje potrzebne do święceń. Nikt nie sprawdzał, jaka jest sytuacja u Twojej rodziny? Czy masz dzieci? Słyszałem, że kilka lat temu ktoś przybył do Tushita Dharamsala na program poprzedzający święcenia. Podczas programu powiedział, że wyświęca, a potem wraca do życia z żoną i rodziną. Nie wiedział, że powinien żyć w celibacie. Dla mnie to takie smutne, że ludzie nie są odpowiednio sprawdzani i odpowiednio przygotowani klasztorny wyświęcenie. To nie jest jak winaja ustawić to. Musisz zostać sprawdzony, musisz być przygotowany, musisz wiedzieć, w co się pakujesz, abyś mógł zdecydować, czy to jest to, co naprawdę chcesz robić.

W opactwie Sravasti mamy system poznawania ludzi, sprawdzania ich i przygotowywania. Ludzie zwykle przyjeżdżają jako goście i przez jakiś czas uczestniczą w rekolekcjach i naukach. Następnie ubiegają się o pobyt jako długoterminowy gość świecki z pięcioma zasady. Robią to przez chwilę, potem proszą o święcenia anagariki, czyli osiem zasady. Trzymają ósemkę zasady przez około rok i uczestniczyć w życiu klasztoru. Kiedy ktoś czuje się gotowy, wówczas prosi o święcenia śramanera lub sramaneri (getsul/getsulma), ponieważ mamy wystarczającą liczbę starszych bhikszuni, aby udzielić śramaneri i wyświęceń siksamana (dwuletnie święcenia szkoleniowe dla mniszek). Ponieważ obecnie nie mamy ich wystarczająco dużo Dharmaguptaka mnichów mieszkających w opactwie, prosimy szanowanego chińskiego bhikszu, który jest moim przyjacielem, aby przyszedł i udzielił śramanera święceń mężczyznom.

Chociaż zgodnie z winaja mężczyźni mogą przyjmować święcenia śramanery i bhikszu tego samego dnia, my tego nie robimy. Nie robimy tego, ponieważ każdy, czy to mężczyzna, czy kobieta, musi przyzwyczaić się do bycia klasztorny zanim pójdą do otrzymania pełnych święceń. Również równouprawnienie płci jest dla nas ważną wartością, dlatego każdy posiada święcenia nowicjusza przez co najmniej dwa lata przed wyjazdem na Tajwan na pełne święcenia.

W chińskiej procedurze udzielania święceń bhikszu i bhikszuni kandydaci mieszkają już w swoim macierzystym klasztorze od roku lub dwóch. Oni wiedzą co klasztorny życie jest podobne i większość z nich przyjęła święcenia śramanera/i wraz z nauczycielem w swoim klasztorze. Nauczyciel kieruje ich do programu wyświęceń na potrójnej platformie — dużego zgromadzenia, które trwa od miesiąca do trzech miesięcy i bierze w nim udział kilkuset kandydatów. W tym czasie ludzie są szkoleni klasztorny etykieta i śramanera/i oraz bhikszu/ni zasady. Wyjaśnia się im ceremonię święceń, a oni ćwiczą ceremonię. W ten sposób wszyscy rozumieją, o co chodzi.

Nazywa się to potrójną platformą, ponieważ podczas programu śramanera/i (także siksamana dla mniszek), bhikszu/ni i bodhisattwa udzielane są święcenia. Ponieważ jest tak wielu kandydatów, oprócz nauczycieli, winaja mistrzów i wielu świeckich ochotników, którzy wspierają program święceń, żyjecie ciasno razem, macie mało prywatności, a wasze dni są wypełnione naukami, szkoleniami i oczyszczenie praktyki. Wasze dni są pełne Dharmy od rana do wieczora. My, ludzie Zachodu, żyjemy w innej kulturze, z innymi zwyczajami i czasami mamy trudności z przystosowaniem się do życia w innej kulturze. Prosty przykład: po prostu przyzwyczaiłem się do siedzenia godzinami podczas pudży w tradycji tybetańskiej, a potem pojechałem na Tajwan na pełne święcenia, gdzie stoisz godzinami – od czego puchły mi stopy. Ale nie narzekałem, bo tak cenne było doświadczenie programu, w którym od początku uczą cię, jak nosić szaty, jak składać szaty, jak chodzić, jak siedzieć, jak jeść, jak rozmawiać z ludzi, abyście przynieśli harmonię i tak dalej.

Historycznie chińska kultura była bardzo wyrafinowana, podczas gdy Tybetańczycy żyli w bardziej surowym klimacie, a wielu z nich było koczownikami. My, ludzie Zachodu, czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak zachowywać się w różnych kulturach. Lama Yeshe zwykł nam mówić: „Jako klasztorny, musisz przedstawić ludziom dobrą wizualizację”. Nie możesz po prostu być wszędzie, odbijać się od ścian, rozmawiać głośno, śmiać się histerycznie, chodzić do kina, siedzieć do późna i surfować po Internecie. W chińskim programie ludzie przechodzą trening, który zwiększa naszą uważność. Musimy zwracać uwagę na to, jak poruszamy się w przestrzeni, gdzie siedzimy, jak witamy się z różnymi osobami, jak głośno mówimy, jakie maniery, jak szanujemy seniorów itp.

Od wielu lat w Opactwie organizowane są od dwóch do trzech tygodni Zwiedzanie Klasztorny Program życia każdego lata dla świeckich, którzy są zainteresowani święceniami. W 2021 roku rozpoczęliśmy jesienią program szkolenia siksamana, w którym uczestniczą również nasi anagarika i śramanera. Zwykle nie publikujemy informacji o kursie szkoleniowym siksamana, ale jeśli ludzie mieszkający gdzie indziej chcą przyjechać, mogą się zgłosić.

W Opactwie dbamy o to, aby osoby przed święceniami zostały dobrze przebadane i przygotowane – mają uregulowane sprawy z rodziną, mają wystarczająco dużo pieniędzy na wydatki medyczne i dentystyczne (Opactwo pokrywa klasztornywydatki medyczne i dentystyczne dopiero po całkowitym wyświęceniu. Nikt nie płaci za pobyt w opactwie ani za uczęszczanie na nauki i rekolekcje). Wiedzą, gdzie będą mieszkać, wiedzą, kim są ich nauczyciele, mają codzienną praktykę i mieszkają w opactwie jako anagarika przez co najmniej rok, zanim zostali śramanerą/i.

Podczas naszego regularnego harmonogramu mamy winaja klasa co tydzień. Ludzie często myślą, że najważniejszą rzeczą do nauczenia się jest klasztorny jest zasady. Ale będąc klasztorny nie polega tylko na zachowaniu zasady. Jest o wiele więcej do nauczenia się i przeszkolenia. Niemniej jednak ważne jest, aby wiedzieć zasady otrzymałeś. Zdarza się, że ludzie przeczytali zasady ale nie otrzymałem od razu nauk na ich temat. Jak można oczekiwać, że będą dobrymi mnichami, jeśli nie nauczono ich podstawowych elementów klasztorny życie?

Odbywają się codzienne treningi, jak również winaja kurs. Dużo rozmawiamy o tym, co A klasztorny czym jest umysł i co to znaczy być wyświęconym. Jakie są twoje przywileje, jakie są twoje obowiązki? co to jest klasztorny umysł? Jakie jest twoje nastawienie? Bycie buddystą klasztorny wiąże się z całkowitą zmianą sposobu patrzenia na życie. Masz buddyjski światopogląd; rozumiesz i szanujesz prawo karmy i jego efekt; chcesz stworzyć cnotę karmy. Chcesz przynosić pożytek czującym istotom. Nadal masz problemy i zaciemnienia – wszyscy je mamy; wszyscy razem jesteśmy w samsarze, a naszym zadaniem jest wydostać się i pomagać sobie nawzajem, a wszystkim innym uwolnić się od samsara.

W naszym winaja klasie oraz w programie szkolenia siksamana omawiamy, w jaki sposób mnisi powinni odnosić się do ludzi świeckich? Do twojej rodziny? Jeśli twoi nauczyciele pochodzą z innej kultury lub masz świeckich nauczycieli, jaki masz z nimi stosunek? Jakie jest właściwe zachowanie i mowa w różnych sytuacjach, z którymi możemy się spotkać, na przykład gdy odwiedzasz starych znajomych, a oni zapraszają Cię do pubu? Zajęcia i program są tak bogate, ponieważ ludzie naprawdę dzielą się pomysłami i uczą się od siebie nawzajem.

Otrzymujesz codzienne szkolenie, po prostu mieszkając w klasztorze. Mieszkamy razem i coś się dzieje. Ludzie się nie dogadują i mają zranione uczucia… wiesz, jak to jest. Rzeczy się zdarzają, ale my o nich mówimy. Od samego początku dajemy ludziom do zrozumienia, że ​​nasze codzienne życie jest środowiskiem naszej praktyki Dharmy. Nasze życie nie polega wyłącznie na uczęszczaniu na nauki, studiowaniu i uczęszczaniu na pudże oraz medytacja sesje. Chodzi o życie zgodne z Dharmą. Oznacza to, że kiedy ludzie się nie dogadują, uczą się własnej interpretacji wydarzeń, swoich przewidywań na innych i własnych emocji. Próbują rozwiązywać problemy — w swoim medytacja ćwicząc lub rozmawiając z drugą osobą – a jeśli napotkają problemy, proszą o pomoc seniora. Jeśli jestem w pobliżu i widzę, że ktoś zachowuje się niewłaściwie, natychmiast to zgłaszam. Albo zwrócę się do całej grupy, albo wygłoszę o tym przemówienie podczas naszych rozmów w BBC. oznacza BBC Bodhisattwa's Breakfast Corner — to krótkie, 15-minutowe rozmowy, które prowadzimy prawie codziennie przed lunchem. Wiele lat temu zaczęło się od tego, że wygłaszałem wszystkie przemówienia, ale teraz wszyscy po kolei wygłaszają przemówienia. W prelekcjach BBC ludzie dzielą się tym, nad czym pracują w swojej praktyce, wyjaśniają, jak rozwiązali problem za pomocą Dharmy lub co przeczytali w książce lub usłyszeli w nauczaniu, które wywarło na nich duże wrażenie.

Publiczność: Kiedy mówisz, że kiedy masz jakieś problemy, o których ludzie mówią, podziel się, jak to robisz; jak o tym mówisz? Czy masz małe grupy? Czy ktoś pośredniczy? Jak radzisz sobie z problemami?

VTC: Aby to wyjaśnić, muszę się trochę cofnąć. Nasze kursy dla publiczności składają się z sesji dydaktycznych, medytacjai dyskusja. Mamy sposób prowadzenia dyskusji, w którym prowadzący wybiera temat i układa trzy lub cztery pytania na jego temat. Podczas gdy wszyscy medytują, zadaje pytania pojedynczo, a następnie pozostawia trochę czasu na ciszę, aby ludzie mogli pomyśleć, jakie są ich odpowiedzi na pytania. Wszystkie pytania dotyczą tego, co oznaczają dla ciebie niektóre nauki Dharmy lub jak włączasz je do swojego życia? Może to być pytanie, co oznacza dla ciebie schronienie, z trzema lub czterema pytaniami na ten temat. Często na grupach dyskusyjnych pojawiają się osobiste pytania: Czy czujesz się samotny? Co oznacza samotność? Jak się czujesz, gdy jesteś samotny? Czego potrzebujesz, gdy jesteś samotny? Jakie masz pomysły na pracę z samotnością? Takie pytania.

Wszyscy o nich myślą. Następnie w grupach 5-6 osobowych chodzimy dookoła i każdy po kolei dzieli się swoimi refleksjami na te pytania. W tym czasie nie ma przesłuchu, wszyscy po prostu się dzielą. Na koniec jest czas na przesłuchy i dzielenie się ze sobą ludźmi, a na końcu jest podsumowanie całej grupy. Ktokolwiek dowodził, przeprowadza przesłuchanie grupy.

Więc od samego początku, kiedy ludzie przychodzą do Opactwa, przyzwyczajają się do mówienia o sobie i o tym, czym jest dla nich Dharma. Kiedy coś pojawia się w społeczności, ludzie są przyzwyczajeni do mówienia o tym. W teorii brzmi to świetnie, ale wszyscy wiemy, że kiedy ludzie są zdenerwowani… Zachęcamy więc ludzi do wypracowania swojej roli w problemie w ich medytacja przed rozmową z drugą osobą lub zaangażowanymi osobami.

W opactwie nikt nie jest zadowolony ze wszystkiego. Kiedy ludzie przyjeżdżają do Opactwa, mówię im, że są trzy rzeczy, których nikt tu nie lubi. Nie spodoba ci się ta trójka, więc po prostu wiedz, że nikt inny tutaj też ich nie lubi. Pierwszym z nich jest harmonogram. Każdy chce, aby harmonogram był inny. Nie będzie inaczej, tak już jest. Żyj z tym. Dobra? Nie zmieniamy harmonogramu za każdym razem, gdy przychodzi nowa osoba. [śmiech]

Tak się stało, kiedy wiele lat temu mieszkałem w nowym klasztorze. Przychodzi nowa osoba i narzekają, aż mamy długie spotkanie i zmieniamy harmonogram. robimy medytacja sesje 5 minut krótsze i zaczynaj rano medytacja 5 minut później, jak chce nowa osoba. Ale oni ciągle narzekają. Wkrótce wyjeżdżają i idą gdzie indziej. Potem przychodzi kolejna nowa osoba i chce dostosować plan dnia do swoich osobistych preferencji. Nie tak załatwiamy sprawy w Abbey. Więc nikomu nie podoba się harmonogram. Nie pozostaje nic innego jak zaakceptować harmonogram i dostosować się.

Nikomu nie podoba się też sposób śpiewania i liturgii. [śmiech] Intonowanie jest zbyt wolne, intonowanie jest zbyt szybkie. Taki a taki nie może utrzymać melodii dla świata. Nasze intonowanie jest oferuje do Budda ale to brzmi jak stado indyków!” [odgłosy indyka i śmiech]

Trzecią rzeczą, której nikt nie lubi, jest sposób funkcjonowania kuchni. Gotujemy na zmianę, jesteśmy międzynarodowi, więc wszyscy gotują. Pewnego dnia masz wegetariańskie mięso i ziemniaki „a la Maine”, wiesz, Maine w Ameryce, Quebec, tego rodzaju dieta. Następnie masz kilka dni z dietą singapurską. Właściwie mamy trzech Singapurczyków. Potem masz niemieckie jedzenie. Ty masz-

Publiczność: Sałatka ziemniaczana.

VTC: i ciężki chleb. Potem zupa wietnamska, która jest pyszna, ale następnego dnia są paszteciki z resztek. Ktokolwiek gotuje tego dnia, ten rządzi. Jeśli jesteś pomocnikiem, siekasz warzywa i sprzątasz. Brzmi prosto, ale kucharz chce pokroić marchewki w ten sposób, a ty myślisz, że lepiej pokroić je w inny sposób. Następnie rozpoczyna się debata na temat tego, jak pokroić marchewki. Wiesz, jak prawidłowo kroić marchewki, ale osoba odpowiedzialna za gotowanie tego dnia nie chce, żeby były krojone w ten sposób. Nie słuchają cię i mówią ci, jak to zrobić, a nikt nie lubi, jak mu się mówi, co masz robić, prawda? Osoba, która przegrywa debatę, ma wrażenie, że nikt jej nie słyszy, nikt jej nie szanuje.

Publiczność: Brzmi jak my.

VTC: Nie naprawdę?! Ktoś ci mówi, że zmywasz naczynia. „Znowu jestem na naczyniach, wczoraj na naczyniach! To niesprawiedliwe!! Muszę zmywać naczynia częściej niż to a to. Kiedy się zdarzają, czasami rozmawiam o tym ze społecznością. Czasem dramatyzuję. „Och, co to za ja, muszę umyć trzy naczynia więcej niż ktoś inny. To nie jest równość! To jest ucisk. Zrobię plakat i zaprotestuję przed klasztorem!” Pomaga stworzyć absurdalną scenę, dzięki której ludzie mogą śmiać się z samych siebie. Następnie opowiem o tym, co to znaczy być społecznością i być graczem zespołowym. Aby być wspólnotą, każdy musi troszczyć się o klasztor i jego mieszkańców oraz być graczem zespołowym. Często to podkreślamy, ponieważ zrozumienie, co oznacza bycie graczem zespołowym, wymaga wielu powtórzeń. Jeśli powiesz to raz, wpadnie jednym uchem, a drugim wypadnie. Ludzie muszą to usłyszeć jeszcze raz, i znowu, i znowu.

„Cieszymy się, że odkurzyłeś podłogę i dywan w zeszłym tygodniu, to bardzo dobrze. Bardzo dziękuję za hojność i poświęcenie 20 minut swojego cennego ludzkiego życia na odkurzanie… I znowu w tym tygodniu jesteś w rotacji, aby odkurzyć”. [śmiech] Jeśli to jest największy problem w twoim życiu, to dobrze! Prawdziwym problemem nie jest to, kto odkurza podłogę; prawdziwy problem polega na tym, że „nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co mam robić”. Będziemy dużo dyskutować o tym, że nie lubimy, gdy ktoś nam mówi, co mamy robić. W grupie dyskusyjnej opisanej powyżej pytania będą brzmiały: w jakich rzeczach iw jakich sytuacjach nie lubisz, gdy ktoś ci mówi, co masz robić? Jak reagujesz, gdy ktoś mówi ci, co masz robić? Co myślisz, że tak reagujesz emocjonalnie? Tego rodzaju pytania pomagają skłonić ludzi do zastanowienia się, jak odnoszą się do tego, co im mówi się, co mają robić.

Uważam, że jedną z rzeczy, które robimy w społeczności, jest to, że uczymy się śmiać z samych siebie. To takie ważne. Jeśli mówimy o tym, że nie lubimy, gdy ktoś mówi nam, co mam robić, to jest to moment pouczający, więc powiem: „O tak, zanim poproszę mnie o coś, byłoby miło, gdyby ludzie przyszli, wykonali trzy pokłony, zaoferowali coś mi, uklęknął ze złożonymi dłońmi i powiedział z szacunkiem: „Proszę, czy zechciałby pan pozmywać naczynia?”. Gdybyś zmywał naczynia, wszyscy uznaliby cię za bodhisattwa przez następne pięć eonów, a stworzysz zasługę wielkości wszechświata. Byłoby miło, gdyby wszyscy szanowali mnie i pytali mnie w ten sposób. Ale ci ludzie są tak lekceważący, że po prostu mówią „zrób to”. Oczywiście do tego czasu wszyscy zrozumieli, o co chodzi i się śmieją.

Uważam, że humor jest bardzo ważny w przekazywaniu ważnych wiadomości, aby naprawdę doprowadzić do absurdu sytuacji, abyśmy mogli zobaczyć, jak nasze umysły są przywiązane do głupich aggio. To jeden ze sposobów radzenia sobie z konfliktami. Ale żeby to zrobić, musisz być kimś szanowanym w społeczności; inaczej ludzie tego nie lubią.

Oczywiście nadużywanie humoru nie jest sztuką. Musimy być wrażliwi i wiedzieć, kiedy bardziej skuteczne jest bycie poważnym. W takich chwilach zwykle zwracamy się do NVC lub Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga. Korzystne jest wspólne studiowanie NVC w grupie; wtedy, gdy pojawiają się konflikty, wszyscy wiedzą, jak go używać… to znaczy, jeśli wtedy o tym pamiętają. Kiedy ludzie się denerwują, zapominają i wracają do swoich domyślnych sposobów radzenia sobie z konfliktami, które zwykle nie działają tak dobrze.

Robimy posada – sojong – dwa razy w miesiącu. Bhikszuni spowiadają się nawzajem, podobnie jak mnisi. Następnie śramaneri i siksamana spowiadają się bhikszunim. To nie jest ogólne wyznanie, ale faktycznie mówisz, co zrobiłeś i jakie zasady złamałeś. W ten sposób uczymy się przejrzystości. Musisz to powiedzieć, a ludzie to usłyszą. To uczy nas, jak się zrelaksować i zaakceptować siebie i swoje wady, nie próbując ich ukrywać ani usprawiedliwiać. Możemy być wobec siebie transparentni, ponieważ wiemy, że wszyscy są transparentni.

Publiczność: Czy mogę zapytać o problem między dwojgiem ludzi, na przykład o konkretną sytuację, na przykład „Ach, on mi to zrobił” — to jest duża część mojej pracy w Nalandzie, a jestem dość młody. Niektórzy ludzie mają problem, a potem mówią: „Och, ta osoba mi to zrobiła…”. „Zamknął mi drzwi przed nosem” czy cokolwiek innego.

VTC: Tak, „Obudził mnie w środku nocy, kiedy spałem. Dlaczego nie może wstrzymać siku do rana?

Publiczność: Dokładnie. [śmiech] Tego rodzaju problemy mogą dotyczyć każdego, ta dynamika….

VTC: O tak. Wiele lat temu jako społeczność studiowaliśmy Porozumienie bez Przemocy autorstwa Marshalla Rosenberga. Zawsze, gdy pojawia się grupa nowych anagarików, wprowadzamy ich do NVC. NVC jest bardzo pomocne, ponieważ Marshall mówi o uczuciach i potrzebach. Wiele z tego, co mówi, jest zgodne z Dharmą. Po części nie dlatego, że NVC nie uwzględnia perspektywy odrodzenia, samsara zakorzeniona w chwytliwej ignorancji i karmy i jego skutki. Ale daje ludziom wyobrażenie, że muszą słuchać innych z głębi serca i przeformułować to, co mówią, zamiast formułować swoją gniewną odpowiedź, gdy ktoś inny mówi. Zamiast tego uczysz się odzwierciedlać to, co mówi dana osoba, aby wiedziała, że ​​ją zrozumieliśmy i usłyszeliśmy. Mówisz to spokojnym głosem, aby wiedzieli, że ci zależy; nie promieniujesz gniewną energią.

Ponadto, gdy pojawiają się konflikty, zachęcamy ludzi do korzystania z treningu myślenia i nauk zawartych w Śantidewie Angażowanie się w Bodhisattwa„Czyny”. Kiedy ktoś jest zły, słuchamy go, nie opowiadając się po żadnej ze stron. Następnie przypominamy im: „Kiedy masz z kimś problem i coś mogło się wydarzyć między wami, to jest czas, aby zauważyć swoje dolegliwości. Kiedy pojawia się problem, w umyśle pojawiają się dolegliwości, więc twoja frustracja lub irytacja dostarczają ci informacji o tym, nad czym musisz popracować. Kiedy masz problem, nie przychodź i nie mów: „On lub ona zrobili to, a oni zrobili to, a oni zrobili tamto”. Przyjdź i powiedz: „Jestem zdenerwowany i potrzebuję pomocy złość.'” Innymi słowy, problemem nie jest to, co zrobiła druga osoba, ale nasze utrapienia.

Każdy ma mentora, więc możesz porozmawiać sam na sam ze swoim mentorem o sytuacji, swojej reakcji na nią i swoim wkładzie w nią. Czasami prosisz seniora, aby pomógł ci uporządkować to, co czujesz, jakie jest odpowiednie antidotum na dolegliwość, która obecnie niepokoi twój umysł. Czasami senior pomoże dwóm osobom porozmawiać ze sobą. Podstawową rzeczą jest to, co zawsze dzieje się w moim umyśle? Jeśli jestem zdenerwowany, to jest to, z czym muszę sobie poradzić. Tu nie chodzi o wymyślanie strategii, aby druga osoba zrobiła to, czego ja chcę.

Publiczność: Każdy ma mentora?

VTC: Tak.

Publiczność: Jak to działa?

VTC: Mamy juniorów i seniorów. Nie wszyscy seniorzy są przygotowani do bycia mentorami, ale ci, którzy są, mają podopiecznego. Mentor i podopieczny.

Publiczność: Jak system kumpla?

VTC: Tak, jak kumpel. Nazywaliśmy to systemem koleżeńskim, ale zmieniliśmy go na mentorskiego. Mentor i podopieczny spotykają się zwykle raz w tygodniu – niektórzy spotykają się raz na dwa tygodnie. O tym, jak sobie radzisz i w czym potrzebujesz pomocy, rozmawiasz ze swoim mentorem. Jeśli coś naprawdę wrze pod powierzchnią i nie zostaje rozwiązane, czasami ludzie odsyłają to, a ja rozmawiam z tą osobą. Czasami jeden mentor spotyka się z dwiema osobami, które mają problemy. To zależy od sytuacji.

Publiczność: Czy zgodzisz się, że posiadanie takiego poziomu dobrej komunikacji byłoby kluczowym elementem harmonijnej społeczności?

VTC: O tak!

Publiczność: Chodzi o komunikację.

VTC: Tak, musimy najpierw nauczyć się rozpoznawać to, co czujemy. Wiele osób nie wychowało się w rodzinie, w której nauczyli się słów wyrażających swoje uczucia. Niektórzy muszą od tego zacząć. "Co czujesz?" "Nie wiem." "Zgadnij. Czy to przyjemne czy nieprzyjemne uczucie? Chcesz czegoś czy coś odpychasz? Ludzie pochodzą z różnych środowisk, więc niektórzy mogą łatwo zidentyfikować swoje uczucia i potrzeby, podczas gdy innym przychodzi to z większym trudem. Niektóre kultury wyrażają emocje, inne nie. Nawet w ramach jednej kultury ludzie różnią się w ten sposób.

Mieszkając w klasztorze, można się tak wiele dowiedzieć o ludziach. Dla niektórych osób ich prawdziwą potrzebą jest po prostu poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza jeśli doświadczyły przemocy w przeszłości. Patrzą na świat przez pryzmat bezpieczeństwa: „Gdzie będę bezpieczny? Komu mogę zaufać? Czy ta osoba jest miła, czy też będzie mnie krytykować?” Musisz z nimi porozmawiać o bezpieczeństwie i pomóc im wyjaśnić, jakiego rodzaju bezpieczeństwa potrzebują i w jaki sposób inni ludzie mogą im pokazać, że są przyjaźni. Jakie są oznaki poczucia bezpieczeństwa? Kiedy słyszymy „bezpieczeństwo”, niektórzy myślą o bezpieczeństwie fizycznym, inni o bezpieczeństwie emocjonalnym. Co oznacza dla Ciebie bezpieczeństwo? Jak by to wyglądało? Czego oczekujesz od innych ludzi? Musisz dotrzeć do tego, co jest podstawowym problemem.

Publiczność: Czy w tym celu przyprowadzasz terapeutę?

VTC: Jedna z naszych zakonnic była przez wiele lat terapeutką, zanim została wyświęcona. Nie będzie z nimi robić terapii, bo to miesza role, ale porozmawia z nimi i sprawi, że będą bardziej wyrażać siebie.

Publiczność: Co jest naprawdę pomocne.

VTC: Tak, to bardzo pomocne. Ale myślę, że nawet ci z nas, którzy nie są terapeutami, trenując z czasem…

Publiczność: Tak, stajesz się jednym. Jak terapeuta Dharmy.

VTC: Tak, jak terapeuta Dharmy. Lub Lama zwykł mawiać „Każdy potrzebuje matki, więc ty musisz być mamą”. NIE? Nawet do mężczyzn. [śmiech] Tak?

Publiczność: Tak.

VTC: Tak, ponieważ każdy potrzebuje czuć się akceptowanym, rozumianym, cenionym, wiedzieć, że należy i jest szanowany. Jeśli spojrzysz głębiej, możesz powiedzieć, że to wszystko są przywiązania, które musimy przezwyciężyć na ścieżce, ponieważ wszystkie one są w jakiś sposób związane z ego. Ale przynajmniej na początku i przez długi czas pomocne jest zaakceptowanie faktu, że są to podstawowe ludzkie rzeczy w doczesnym sensie. Ale dopóki ludzie nie poczują się komfortowo, dopóki nie będą wiedzieć, że mają na uwadze ich najlepszy interes, trudno im będzie czuć się komfortowo, wyrażając to. Zamiast tego mogą po prostu napychać swoje emocje i nie mogą wyjść poza nie. To tworzy barierę w zrozumieniu Dharmy.

Publiczność: Zgadzam się.

VTC: Ale nie sugerujemy terapii tylko wtedy, gdy ktoś potrzebuje więcej pomocy niż mentor i społeczność może dać, ponieważ terapia nie jest Dharmą. Wprowadzamy dużo lojong, treningu myślowego.

Publiczność: Wydaje mi się, że czasami, gdy niektórzy ludzie są tak zszokowani, że nawet ciężko jest od tego zacząć.

VTC: Tak, więc tu zachodzą dwie rzeczy. Jednym z nich jest potrzeba dokładnego sprawdzenia ludzi przed wyświęceniem. Jeśli ktoś przeżył bardzo ciężką traumę lub jest chory psychicznie, może chcieć przyjąć święcenia kapłańskie, ale nie być na to gotowym. Klasztor nie jest przeznaczony do pomocy ludziom, którzy potrzebują usług w zakresie zdrowia psychicznego ze strony profesjonalistów. Drugi to ten starszy sangha członkowie klasztoru decydują, kto może wyświęcać. Kiedy zaczynaliśmy w klasztorze Dordże Palmo w latach 1980 lamowie ustalono, kto wyświęcał i musieliśmy przyjąć wszystkich do klasztoru, a to nie działa.

Publiczność: Tak to działa w żeńskich klasztorach FPMT.

Publiczność: Cóż, nie za bardzo. Jest to jedna z rzeczy, które bardzo się zmieniły, zwłaszcza w klasztorze Nalanda i klasztorze Detong Ling. Zdecydowano, że będzie to zależało od gminy. Osoba musi się zgłosić, aw klasztorze Nalanda mamy teraz proces sprawdzania i tym podobne. Więc faktycznie jest szkolenie, a potem gelongi muszą się zgodzić.

VTC: Tak jest o wiele lepiej. Także w winaja chociaż potrzeba tylko 2 bhikszu lub bhikszuni, aby udzielić śramanera/i święceń, całkowity sangha konieczne jest udzielenie pełnych święceń. The sangha musi wyrazić zgodę na wyświęcenie danej osoby, nie jest to wyłącznie decyzja preceptora.

Publiczność: Tak, a jeśli już zostali wyświęceni, nawet jeśli mówią: „Rinpocze powiedział mi, że dobrze jest dla mnie przyjechać do Nalandy”. Nadal muszą przejść przez nasz wewnętrzny proces.

VTC: To dobrze.

Publiczność: Możemy ich przyjąć, jeśli pójdą za nami, ale wtedy i tak muszą przejść kontrolę.

VTC: Tak. Nie można stworzyć klasztoru, który spełniałby potrzeby i pragnienia wszystkich. Spójrzmy prawdzie w oczy, niektórzy ludzie, którzy mają poważne problemy psychiczne, mogą chcieć przyjąć święcenia kapłańskie. Tybetańczyk lamowie niekoniecznie można stwierdzić, kto ma problemy psychiczne, a kto nie. Nie znają angielskiego ani innych języków europejskich czy azjatyckich. Nie znają kultury. Cieszę się, że Nalanda się zmienia, ale zwykle tak nie jest. W większości miejsc tzw lama decyduje, czy człowiek Zachodu może wyświęcać. Ale jeśli ktoś ma zostać wyświęcony i żyć we wspólnocie, to wspólnota musi zadecydować. Jeśli osoba wyświęca gdzie indziej - niektórzy ludzie, którzy wyświęcono gdzie indziej, chcą później wstąpić do opactwa. Sprawdzamy ich i jeśli społeczność się zgodzi, mają roczny okres próbny, aby mogli lepiej poznać społeczność, a my możemy ich poznać.

Publiczność: Mamy tak samo.

VTC: Przede wszystkim bhikszuni spotykają się razem i decydujemy, czy naszym zdaniem ktoś jest odpowiedni i czy jest gotowy do wyświęcenia. Jeśli ktoś wyświęcony gdzie indziej chce wstąpić do opactwa, bhikszuni zazwyczaj omawiają to najpierw, a potem robi to cała społeczność. Jeśli ktoś mówi: „Och, nie chcę tej osoby, nie lubię jej”. Cóż, nie lubienie kogoś nie jest dobrym powodem. Lub: „Mamy tak dużo pracy do wykonania. Potrzebujemy kogoś z takim a takim talentem do wykonania tej pracy. Ta osoba bardzo wolno wykonuje zadania”. Nie, to również nie jest właściwym kryterium przy podejmowaniu decyzji, czy ktoś może wyświęcać lub dołączyć do wspólnoty. Musisz ocenić ich duchową tęsknotę i to, co się w nich dzieje. Czy rozumieją Dharmę? Czy naprawdę mają oryginał dążenie? Albo mają nierealne wyobrażenie klasztorny życie? Czy widzą, jak zostać klasztorny jak wybór kariery? Myślą: „Chcę być tłumaczem. Chcę być nauczycielem Dharmy”, jakby to była kariera i sposób na bycie kimś. Powinniśmy myśleć: „Jestem studentem Budda aż do pełnego przebudzenia, a moim „zadaniem” jest uczenie się i praktykowanie Dharmy oraz służenie czującym istotom”. Więc nie spieszymy się. Ludzie często chcą szybko otrzymać święcenia kapłańskie, ale nauczyliśmy się spowalniać proces i pozwolić im mieszkać ze społecznością i wypróbować to przez jakiś czas.

Po co spowalniać? W społeczności mieszkają ludzie od dwóch lub trzech lat i wydaje ci się, że znasz ich naprawdę dobrze. Wyświęcają, a potem miesiąc, rok, trzy lata później wpadają w kryzys i wszelkiego rodzaju rzeczy, które wcześniej nie były dla nich dużym problemem, teraz stają się ogromne. Nie chcą współpracować, boją się, są super wrażliwi, mają problemy zdrowotne lub emocjonalne, o których nie wiedziałeś. Kiedy żyjesz w społeczności, ciągle uczysz się o ludziach. Widzisz także, jak poprawiają się i uczą się radzić sobie ze swoimi zdenerwowaniami, bardziej troszczą się o innych i wykorzystują swoje talenty.

Więc to jest jedna rzecz. Druga sprawa jest taka, że ​​czasami ludzie są wyświęceni od wielu lat i wtedy coś im wypadnie i czują, że potrzebują terapii, więc skierujemy ich do terapeuty. Nie jesteśmy społecznością terapeutyczną. Jesteśmy klasztorem. Kiedy potrzebujesz terapii, nie mamy nic przeciwko. Jeśli ludzie są na lekach, zachęcamy ich do pozostania na lekach, chyba że porozmawiają ze swoim lekarzem i powoli zmniejszą dawkę.

Publiczność: Powiedziałeś, że starasz się podejść holistycznie. Chciałbym usłyszeć o tym trochę więcej, ponieważ przynajmniej w klasztorze Nalanda opieramy się na nauce. Podobało mi się, kiedy powiedziałeś o klasztorze: „To nie jest instytut, to nie jest dom, to nie jest miejsce, do którego ludzie przychodzą i odchodzą, jak chcą, jak pensjonat”. Myślę, że Klasztor Nalanda ma teraz trochę tego problemu, ponieważ program studiów jest centralnym aspektem społeczności. Bardzo się cieszę, słysząc o tych wszystkich małych rzeczach, które mówisz o tym, jak faktycznie tworzyć społeczność.

VTC: Tak. Jesteśmy wielopłaszczyznowymi istotami ludzkimi i tak wiele różnych aspektów nas musi być odżywianych, abyśmy mogli stać się zrównoważoną osobą, która może przynosić korzyści innym i społeczeństwu.

Publiczność: Bo o to chodzi. Słyszałem, zanim przybyłem do klasztoru Nalanda, określenie „Hotel Nalanda” i byłem zszokowany. Teraz rozumiem dlaczego. Ponieważ tak naprawdę, kiedy nie ma nauczania, aspekt klasztorny rozpada się w pewien sposób. Pomyślałem więc: „Ach! Dobra! Co to znaczy? Jak właściwie możemy to zmienić?” Chciałbym usłyszeć więcej, na poziomie praktycznym, jak dzielisz codzienne czynności? Jak dużo uwagi lub czasu poświęcasz na naukę? Ile masz czasu na samodzielną naukę? Jak zorganizowany jest dzień w opactwie?

VTC: Możemy wysłać Ci nasz plan dnia. To da ci jakiś pomysł na początek.

Publiczność: Byłoby świetnie! [śmiać się]

VTC: Nasz roczny plan obejmuje trzy miesiące rekolekcji w zimie. Reszta roku jest naprawdę zajęta. Mamy wielu gości; dla gości są kursy i rekolekcje o różnej długości, więc zanim nadchodzi zima, wszyscy chętnie milczą. Na trzymiesięcznych rekolekcjach mamy dwie grupy: jedna jest na ścisłych odosobnieniach, a druga na półodosobnieniach; zajmują się codziennymi sprawami – biurem itp. To połowa czasu rekolekcji – półtora miesiąca. Następnie następuje zamiana grup, tak aby każdy miał półtora miesiąca na ścisłych odosobnieniach i półtora miesiąca na odosobnieniach częściowych z posługą. Eksperymentowaliśmy z różnymi sposobami; ten sposób wydaje się działać całkiem dobrze.

Nie wiem, czy atmosfera klasztoru Nalanda jest taka sama jak wtedy, gdy byłem tam na początku lat 80., ale może…. Dobra. Będę szczery.

Publiczność: Proszę.

VTC: Z tego, co zaobserwowałem — a odnosi się to do społeczności mężczyzn — kiedy grupa mężczyzn jest razem, konkurują ze sobą. Próbują sobie nawzajem udowodnić, dowiedzieć się, kto jest… jak to się nazywa? Samiec alfa. Kim jest samiec alfa, który będzie szefem. Ten rodzaj współzawodnictwa – który czasami może być dość macho w zależności od kultury – nie sprzyja czuciu się zrelaksowanym i jak w domu.

Ponadto, jak wspomniałem wcześniej, mamy ten obraz „doskonałego mnich”, „idealna zakonnica”. Staram się nim być, więc nie mam żadnych emocji. A zwłaszcza dla mężczyzn: „Nie mam żadnych emocji. Nic mi nie przeszkadza. Nic. Po prostu dzisiaj jestem cicho”, kiedy się wściekasz. [śmiech]

Ludzie muszą nauczyć się mówić o tym, co czują. Muszą nauczyć się ufać. To jest podstawa; ufacie sobie jako mnisi; wszyscy jesteśmy w tym razem. Wszyscy jesteśmy w samsarze, wszyscy próbujemy się wydostać. To nie jest konkurs. Wszyscy sobie pomagamy. Aby to zrobić, musimy być otwarci i przejrzyści, a aby to zrobić, musimy ufać innym i samemu być godnym zaufania.

Publiczność: Jak myślisz, dlaczego mnichom tak trudno jest się otworzyć? Dlaczego? [śmiech]

VTC: Dlaczego? Myślę, że jednym z czynników jest to, że przychodzimy do klasztoru z bajkowym obrazem tego, co to znaczy być klasztorny. „Jestem teraz wyświęcony. Jestem świętą istotą”. Zawsze możesz powiedzieć nowym mnichom, ponieważ będą siedzieć z przodu podczas publicznego nauczania. Seniorzy siedzą z tyłu. Juniorzy myślą: „Jestem mnich, jestem zakonnicą, usiądę z przodu”. Nasze zaabsorbowanie sobą jest silne i często tego nie widzimy.

Czasami mnisi naciskają na mniszki. „Jesteś tylko sramaneri, ja jestem mnich. Siadamy przed zakonnicami”. Tego rodzaju postawy czynią ludzi bardzo nieszczęśliwymi i powodują wiele niezgody. Nawet jeśli żyjesz w społeczności złożonej wyłącznie z mężczyzn lub kobiet, musimy zapewnić równość płci. Myślę, że to absolutnie konieczne. Sposób, w jaki traktujemy starszeństwo w Abbey, polega na tym, że nie ma znaczenia, jakiej jesteś płci; siedzimy w kolejności, w jakiej zostaliśmy wyświęceni jako bhikszuni i bhikszu, następnie siksamana, a następnie śramanera/is.

Tak więc mnisi i mniszki mieszają się razem i używamy terminu „klasztorny”, aby odnosić się do wszystkich. Ale nawet wtedy niektórzy ludzie tak bardzo przywiązują się do mojego mieszkania. Jedna osoba mówi: „Och, byłam nowicjuszką przez 20 lat, zanim w końcu mogłam zostać bhikszunią. Ale teraz te bhikszuni, które są nowsze w Dharmie, siedzą przede mną, ponieważ otrzymały pełne święcenia przede mną”. Spędzam więc trochę czasu rozmawiając z tą osobą. Niektórzy ludzie są bardzo wrażliwi na punkcie szacunku”. Szacunek – to kolejny.

Publiczność: Tak, szacunek.

VTC: Każdy chce być szanowany. Kiedy ludzie nie czują się szanowani i czują się odrzuceni, zwłaszcza jeśli dzieje się tak ze względu na płeć, pochodzenie etniczne, staż pracy lub cokolwiek innego, nie tworzy to dobrego uczucia. Mówię więc ludziom, że starszeństwo jest po to, żebyście wiedzieli, gdzie usiąść. Nie ma to nic wspólnego z tym, ile wiesz, jak dobrze ćwiczyłeś, ile masz zasług. To po prostu sposób organizowania ludzi. Ale niektórzy ludzie są bardzo przywiązani do miejsca, w którym się znajdują. To jest coś, nad czym pracujemy w klasztorze i o czym rozmawiamy.

Publiczność: Czy możemy po prostu wrócić, ponieważ dla mnie jedną z rzeczy, nad którymi się zastanawiam, jest to, jak skomponować roczny harmonogram, który zawiera wszystkie aspekty, w które chcemy zaangażować mnichów. Powiedziałeś: „Robimy trzymiesięczne rekolekcje i rok." Kiedy więc została podjęta ta decyzja, dlaczego trzy miesiące, dlaczego nie tylko dwa miesiące? Jak to stworzyć? Jedną z rzeczy, których czasami mi brakuje, jest równowaga między różnymi składnikami monastycyzmu, prawda?

VTC: Tak.

Publiczność: I oczywiście Dharma i winaja. Powiedziałeś, że dajesz winaja zajęcia co tydzień — wow. To jest niesamowite.

VTC: Tak, czasami winaja zajęcia są krótkie — tylko na godzinę. Ale to także czas, kiedy zwracam się do całej społeczności winaja. winaja jest bardzo praktyczny i dotyczy wielu aspektów naszego życia. Sprawia, że ​​jesteśmy bardziej świadomi naszych działań i motywacji.

Wracając do naszego planu dnia: mamy poranne i wieczorne medytacje – za każdym razem po półtorej godziny. Nie tęsknimy za rankiem i wieczorem medytacja. W niektórych klasztorach i ośrodkach Dharmy ludzie są bardzo zajęci budowaniem, planowaniem wydarzeń, organizowaniem wycieczek, administracją, więc ludzie zaczynają tęsknić rano i wieczorem medytacjalub czasami medytacja jest odwołany dla wszystkich. To nie jest dobra rzecz w społeczności Dharmy i nie robimy tego w Opactwie. Kiedy zajęcie staje się ważniejsze niż Dharma, nie jest to dobry znak.

Publiczność: I jest to obowiązkowe dla całej społeczności, aby dołączyć dziś rano i wieczorem medytacja?

VTC: Tak.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Ktoś przyjdzie i cię zabierze, jeśli nie będzie cię tam na początku medytacja sesja.

VTC: Tak! Ale kiedy byłem gegu (dyscyplinarnym) włoskich mnichów [śmiech]… Zakonnica będąca gegu włoskich mnichów – możesz to sobie wyobrazić?

Publiczność: Och, to musiało być coś.

VTC: Tak. Stworzyłem wiele negatywów karmy! Ale oni mnie do tego zmusili, to wszystko ich wina! Nie moja wina – byłem niewinny! Po prostu doprowadzali mnie do szału. [śmiech]

Tak, wszyscy przychodzą rano i wieczorem medytacja. Ale jeśli ktoś nie przychodzi, to czego nie robimy, to idziemy do czyjegoś pokoju i mówimy: „Bang bang bang. Jego medytacja czas! Wstawać! Jesteś spóźniony!" To nie tak. To jest: „Puknij, stuknij, stuknij. Czy wszystko w porządku? Czy jesteś chory dziś rano? Potrzebujesz czegoś?" A potem ktoś powie: „Och, zaspałem!” A oni się ubiorą i przyjdą.

Robimy to w ten sposób, ponieważ troszczymy się o siebie nawzajem. Jeśli ktoś nie przyjdzie medytacja, martwimy się. Czy oni są chorzy? Więc ktoś idzie sprawdzić, a ty robisz to delikatnie iz szacunkiem. To nie tak, że jesteś zły, jeśli zaspałeś. Uh oh, mam retrospekcję do budzących się włoskich mnichów. Och nie! [śmiech i odgłosy bólu VTC.]

Publiczność: Dlatego powiedziałem wcześniej: „Jestem Włochem!” aby ci przypomnieć.

VTC: Tak! [śmiać się]

Publiczność: Ale nie byłem mnich w tym czasie. [śmiech]

VTC: Trochę się wyluzowałeś. Byłeś takim samym Włochem jak reszta z nich. Odmładzasz się, odmładzasz się. To dobrze. [śmiech]

Publiczność: A po medytacja?

VTC: Po poranku jest półgodzinna przerwa medytacja. Niektórzy ludzie będą kontynuować swoją praktykę, ale ten, kto jest na śniadaniu, przygotuje śniadanie. Bardzo proste śniadanie. Potem mamy spotkanie na stojąco, co jest naprawdę dobre. Rano wszyscy się spotykają i wszyscy dzielą się czymś, co wydarzyło się poprzedniego dnia, z czego się cieszą, a potem rozmawiają o tym, co będą robić tego dnia. Mówi się wtedy o wszelkich wiadomościach dla społeczności. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy przy jakimś projekcie albo jest w złym humorze i chce mieć tego dnia spokój, to tak mówi. Po tym następuje oferuje obsługa do obiadu. Oferując służba jest tym, co inni nazywają pracą. Kiedy myślisz o tym, co robisz jako oferuje usługi dla sangha a wobec czujących istot zmienia się wasze nastawienie.

Zbieramy się razem na obiedzie i ktoś daje BBC (Bodhisattwa's Breakfast Corner) rozmawiaj przez 15-20 minut. Proponujemy wspólny obiad, recytując wiersze, a następnie jedząc w ciszy przez połowę posiłku. Śniadanie spożywane jest w ciszy. W połowie lunchu dzwoni dzwonek i rozmawiamy. Lunch to czas, kiedy wszyscy jesteśmy razem i możemy się nim dzielić.

Potem jest około godzinna przerwa, podczas której niektórzy sprzątają po obiedzie. Następnie oferuje usługa ponownie przez 1.5 do 2 godzin, a następnie czas na naukę. Następnie posiłek lekarski: kilka osób je, wielu nie. To także czas, kiedy ludzie mogą rozmawiać. To tylko godzina, wliczając sprzątanie. Potem wieczór medytacja i jest czas wolny, dopóki nie pójdziesz spać. Niektóre nauki odbywają się rano od 10:12 do XNUMX:XNUMX. W takim razie tego dnia nie ma popołudniowej nauki. Innym razem lekcje odbywają się wieczorem. Przesyłamy strumieniowo jak najwięcej nauk. Ludzie to doceniają.

Publiczność: Kto wybiera, kto co robi?

VTC: Oh! [śmiech] Trzymam się z dala od tego, ponieważ ludzie, którzy to organizują, lubią rotacje. Czy ktoś kiedyś policzył ile jest rotacji? Jest rota, kto ustawia miski z wodą, kto zdejmuje miski z wodą, kto robi oferuje na ołtarzu, który usuwa oferuje. Jest gazylion rotacji. Nie zorganizowałbym tego w ten sposób. Ale lider musi wiedzieć, kiedy się wycofać, a oni lubią rotacje.

Jesteśmy blisko dwóch klasztorów bhikszuni na Tajwanie. W nich każdej zakonnicy przydzielana jest praca, najczęściej na 6 miesięcy lub rok, iw tym czasie wykonują tę pracę konsekwentnie. Dotyczy to zawodów, których każdy może i powinien się nauczyć, na przykład pomocy w kuchni, ustawiania ołtarza i robienia ofiary, załatwiając sprawy dla gminy. Zawody wymagające określonych umiejętności, na przykład księgowość i księgowość, nie zmieniają się w ten sposób. Dla mnie jest to bardziej efektywne niż pisanie tak wielu rot.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Mamy wydziały. Rozrosliśmy się do rozmiarów, w których musieliśmy zorganizować działy. Są ludzie z pewną wiedzą specjalistyczną, którzy zajmowali stanowiska przez długi czas. Na przykład Czcigodna Semkye ma doświadczenie w leśnictwie, więc zajmuje się lasem.

VTC: W czasie nauki raz na jakiś czas ktoś wybierze zamiast tego pracę w ogrodzie. W porządku. Latem zmienimy grafik, bo jest naprawdę gorąco. Potem wieczorem robimy ogródek i wcześniej się uczymy.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Chciałem tylko dodać, że mamy zajęcia z anagariki, które moim zdaniem były bardzo pomocne. Kiedy wstąpiłam do opactwa, byłam zakonnicą numer dziesięć. Tak więc przez jakiś czas na treningu była może tylko jedna osoba. Teraz jest grupa anagarików. Tak więc kilka lat temu zakonnica, która jest terapeutką, oraz inna starsza zakonnica zaczęły spotykać się z nowymi praktykantami raz w tygodniu na około godzinę. Poszedłem obserwować, co robią i myślę, że to bardzo pomocne. Najpierw sprawdzają doświadczenia wszystkich. W tym roku klasa początkowo się bała, więc nie mówiła zbyt wiele. Stworzyliśmy więc przestrzeń, w której mogli porozmawiać o tym, czego się boją. Widać było ulgę.

Niektórzy ludzie płaczą, czują ulgę, gdy mówimy im, że nie muszą być doskonali. Słuchając innych, odprężają się i mówią: „Och, wszyscy przechodzimy przez to samo”. To eliminuje dużą konkurencję. Kiedy nowe anagariki zaczną spotykać się co tydzień w takiej grupie, powoli ta grupa buduje zaufanie. Bardzo miło jest obserwować, jak ta grupa powiększyła się przez ostatnie dwa lata. Znaczna część niepokoju i trudności, które pojawiają się u nowych ludzi, zostaje rozwiązana w tej grupie. Przynajmniej ludzie rozumieją, że nie są sami.

Ostatnio na tych zajęciach bardzo wolno omawiali wytyczne polityki Abbey. Najpierw uczą się anagariki zasady, następnie wytyczne dla opactwa. Czytają krótką część, a następnie dyskutują: „Dlaczego mamy te wytyczne? Jak to pomaga w twojej praktyce?” Grupa skupia się na praktyce.

Więc jeśli ludzie mówią o trudnościach, jakie mają z innymi ludźmi, chodzi o to, jak bardzo są źli i jak pracują ze swoimi złość. Problem nie polega na tym, że „taki a taki zrobił to”. Chodzi o to, co dzieje się w twoim umyśle. Ludzie rozmawiają osobiście o tym, co dzieje się w ich praktyce i jak pracują z dolegliwościami, które pojawiają się w trakcie oferuje serwis buduje otwartą kulturę w tej grupie, co jest bardzo zdrowe.

VTC: Jesteś teraz w tej grupie. Chcesz o tym porozmawiać?

Męski praktykant z opactwa Sravasti: Tak, bardzo pomocne. Wszystkie niewypowiedziane rzeczy, którymi nie podzieliliśmy się na samym początku, wychodzą na jaw i jest miejsce, aby to rozwiązać. Między moim współlokatorem a mną coś się działo, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nagle pewnego dnia po prostu zaczęliśmy otwierać się na temat konkurencyjności i tego typu rzeczy. Po przedyskutowaniu tego oboje odetchnęliśmy z ulgą. Przyszła z tego duża ulga. To było bardzo piękne.

Wtedy zamiast mieć jakieś napięcie lub starać się być doskonałymi uczniami i patrzeć, jak nasz stres narasta — pomagamy sobie nawzajem. To naprawdę załatwia sprawę. Dzielenie się w grupie utworzonej w taki sposób, aby ludzie mogli się otworzyć i uczyć się od siebie nawzajem: dobre wejście do społeczności. Jesteś jedną nogą w społeczności, jedną nogą wciąż na zewnątrz, ale powoli wchodzisz coraz bardziej.

VTC: Grupa składa się z mężczyzn i kobiet, co moim zdaniem pomaga trochę przełamać lody.

Publiczność: Czy oni też od początku mają mentora?

VTC: Tak. Czasami ludzie zmieniają mentorów. Czasami mentor i podopieczny nie pasują do siebie.

Publiczność: Ale czy po święceniach jest mentor?

VTC: O tak. Z pewnością.

Publiczność: Tak się tylko zastanawiałem, ponieważ teraz mówimy o społeczności, która została założona od początku z tego rodzaju wytycznymi. Ale jesteśmy w społeczności, która istnieje od 40 lat. Czy masz jakieś rady lub pomysły, jak powoli tworzyć społeczność? [śmiech]

VTC: Dyskusja, o której wspomniałem wcześniej, podczas której ktoś przygotowuje pytania o to, jak rozumiesz i praktykujesz Dharmę, podczas gdy ludzie medytować a następnie grupy po 5 lub 6 osób omawiają pytania — to jeden ze sposobów. Wydaje się, że byłby to najłatwiejszy sposób, ale spotkasz się z odrzuceniem ze strony ludzi, którzy nie wiedzą, jak dzielić się tym, co dzieje się w środku, lub nie czują się komfortowo, robiąc to. Ile lat mają osoby, które od dawna przebywają w twoim klasztorze?

Publiczność: Myślę, że niektórzy starsi mnisi mają tam 20 lat.

VTC: Nie znam żadnego z młodszych. W takim przypadku zacznij powoli. Może zacznij od oferuje kurs Porozumienia bez Przemocy i zachęcanie do przyjścia. Jeśli istnieje już kultura społeczności budowana przez dziesięciolecia, będziesz musiał zachęcić ludzi. Nie możesz im powiedzieć ani wymagać, aby nauczyli się NVC.

Mógłbyś zrobić coś w rodzaju naszych zajęć anagarika dla początkujących mnichów. Jeden z naszych męskich anagraików właśnie przyjął święcenia nowicjusza (sramanera). Powiedział: „Będę tęsknił za zajęciami z anagariki!” Domyślam się więc, że będzie dalej chodził do grupy.

Zacznijmy więc od juniorów. Skorzystaj ze sposobu prowadzenia grupy dyskusyjnej, który opisałem wcześniej. Kiedy prowadzimy te dyskusje, pięć lub sześć osób tworzy grupę. Gdy jest 15 lub więcej osób, grupa jest zbyt duża, aby każdy miał wystarczająco dużo czasu na dzielenie się.

Publiczność: A jak często robisz te grupy?

VTC: Niektóre z grup dyskusyjnych są połączone z kursami i rekolekcjami, które prowadzimy. Czasami ktoś zasugeruje temat, więc będziemy mieć zaimprowizowaną dyskusję. Zajęcia Anagarika odbywają się co tydzień. Rozpoczęcie czegoś takiego co tydzień, szczególnie dla juniorów, jest naprawdę dobre. Następnie seniorzy mówią: „Co wy robicie? O czym mówisz?" I ty też ich wciągniesz.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Przez jakiś czas mieliśmy co tydzień winaja dyskusje. Podczas jednego roku zimowych rekolekcji Czcigodny Chodron nie nauczał tygodniowo winaja klasie, więc wspólnie czytamy tekst. Odbyliśmy krótkie czytanie, po czym spotykaliśmy się i dyskutowaliśmy na ten temat. Kontynuowanie tego rodzaju dyskusji opartej na Vinayi było bardzo pomocne.

VTC: Innym przykładem jest możliwość odtworzenia nagrania rozmowy, którą teraz prowadzimy podczas a winaja Oczywiście, a potem ktoś napisze pytania i poprowadzi medytacja. Potem podzielimy się na grupy i omówimy to.

Publiczność: Na zimowe, trzymiesięczne rekolekcje, jakie rekolekcje robisz?

VTC: Trzymiesięczne odosobnienie w tym roku dotyczy czterech ustanowień uważności. Myślę, że ten temat jest bardzo ważny. Wchodzą ludzie tantra za szybko. Zanim jeszcze zdasz sobie sprawę ze swojej teraźniejszości ciało i umysł — ich przyczyny, naturę, funkcje i skutki — uczono cię, jak wyobrażać sobie siebie posiadającego bóstwo ciało. Masz tylko bardzo mgliste pojęcie o pustce, co jest kluczowe medytacja to warunek wejścia tantra i wciągająca tantryczna medytacja odpowiednio; nie myślałeś dużo o wadach samsarę i myśl bodhiczitta oznacza po prostu bycie miłym dla ludzi, ale już wizualizujesz siebie wysyłającego światło, które oświeca wszystkie czujące istoty. Nie tak mówią same teksty tantryczne tantra.

Cztery ustanowienia uważności są bardzo dobre do stawiania stóp ludzi na ziemi zamiast na ludziach pragnienie usłyszeć o świetle, miłości i błogość. W wielu poprzednich latach główny medytacja na zimowe odosobnienie była praktyką kriya tantra bóstwo połączone z lamrim.

Oczyszczenie praktyka jest również ważna dla każdego. Wszystkie poranne sesje, a zazwyczaj także wieczorne, rozpoczynają się pokłonami 35 Buddów. Niektórzy ludzie w Opactwie przyjęli najwyższą klasę tantra upodmiotowienie. Mają codzienne zobowiązania i zobowiązania rekolekcyjne, więc mogą wspólnie odbyć zimowe rekolekcje w innym pokoju.

Publiczność: Zazwyczaj w ciągu tych trzech miesięcy cała wspólnota jest zaangażowana w rekolekcje?

VTC: Tak, ale tak jak powiedziałem, są dwie grupy. Grupa, która odbywa ścisłe odosobnienie, nadal zmywa naczynia. Ale resztę dnia spędzają w medytacja sesje lub studia. Mają też trochę ruchu, często w postaci odgarniania śniegu lub spaceru po lesie z rakietami śnieżnymi. Tymczasem druga grupa uczestniczy w połowie medytacja sesje, studia i oferuje usługi, aby klasztor działał.

Publiczność: Mam jeszcze pytanie. Jeden jest osobisty, a drugi bardziej ogólny. Jesteś kimś, kto jest odpowiedzialny za klasztor. Co jest dla Ciebie osobiście najtrudniejsze?

VTC: Dla mnie?

Publiczność: Tak dla ciebie.

VTC: Mój własny umysł. Największym wyzwaniem jest mój umysł. To niesamowita okazja do nauki, ponieważ przestudiowałeś trzy rodzaje hojności, trzy (lub cztery) rodzaje etycznego postępowania; znasz antidota, których nauczał Śantidewa, a także listy czynników umysłowych, kategorie duhkha i tak dalej. Ale kiedy jesteś na odpowiedzialnym stanowisku, takim jak bycie ksienią lub opat lub nauczyciela rezydenta, musisz to praktykować. Naprawdę ćwicz, ponieważ ludzie przychodzą do ciebie z najróżniejszymi potrzebami, pomysłami, problemami i aspiracjami. Trzeba więc mieć trochę wrażliwości na to, co i jak myślą i jak im pomóc. Ponadto, gdy jesteś na odpowiedzialnym stanowisku, złotówka kończy się na tobie. Jeśli powiesz „ok” czemuś, co nie jest w porządku i wszystko pójdzie gładko, to ty rządzisz. Przyjmujesz odpowiedzialność i robisz wszystko, aby to naprawić. Ponadto osoba, która zajmuje odpowiedzialne stanowisko, jest często krytykowana. Albo ludzie są na ciebie źli, bo myślą, że powiedziałeś coś, czego nie powiedziałeś. Musicie więc dorosnąć i nauczyć się postrzegać ludzi, którzy was krytykują, jako cierpiące czujące istoty i kultywować dla nich współczucie. Ale trzeba też przyznać się do własnych błędów i słabości. Radzenie sobie z własnymi umysłami we wszystkich tych sytuacjach jest wyzwaniem.

Zawsze móc radzić sobie z własnym umysłem i pamiętać, że moim zadaniem w tej chwili jest pomaganie tej osobie w Dharmie, to jest moja praca. Jeśli czuję się urażony czymś, co oni powiedzieli lub zrobili, to już mój problem. Muszę sobie z tym poradzić. Ale muszę pomóc tej osobie, która teraz do mnie przychodzi.

Publiczność: I moje ostatnie pytanie, obiecuję.

VTC: Możesz zadawać tyle pytań, ile chcesz, w porządku.

Publiczność: Jak myślisz, co jest najbardziej udanym aspektem Opactwa?

VTC: Udany? O opactwie? Nigdy nawet o tym nie myślałem. nie wiem, co myślisz?

Męski praktykant z opactwa Sravasti: Przejrzystość zaprowadziła mnie do Opactwa. Ludzie nie udają lepszych niż są. Są po prostu bardzo przejrzyści co do tego, gdzie są w swojej praktyce, co próbują osiągnąć, przez co przechodzą. Taka przezroczystość jest naprawdę piękna.

Również sposób, w jaki ludzie trzymają swoje zasady oraz winaja. Posada, robimy świecką „posadę” jako anagarika i świeccy goście. Mamy krótką ceremonię. Wcześniej anagarika spowiadają się bhikszuni lub bhikszu. Uważam to za naprawdę potężne. To sprawia, że ​​bardzo ufam społeczności.

Publiczność: Ale masz pewien poziom przejrzystości, musi być dużo zaufania.

Męski praktykant z opactwa Sravasti: To wymaga czasu. To dlatego mamy lekcje anagarika i nasze dyskusje, a ludzie powoli się otwierają.

Publiczność: To zaufanie i otwartość można stworzyć tylko dzięki dobrej komunikacji, prawda?

VTC: Tak. Co byś powiedział?

Zakonnica z opactwa Sravasti: Mamy dobrze funkcjonującą społeczność. Nauczyłem się wiele o współczuciu, po prostu żyjąc razem z innymi ludźmi — co to naprawdę znaczy podtrzymywać kogoś poprzez swoją praktykę i mieć ludzi, którzy podtrzymują mnie swoją praktyką przez wiele lat. Patrzymy, jak ludzie wznoszą się i upadają. Ale jako społeczność mamy siłę, by trzymać ludzi, kiedy to się dzieje. To było dla mnie bardzo inspirujące.

Kiedy ludzie są w ciemnym miejscu lub utknęli w swojej praktyce, a ty mieszkasz razem, to wzmacnia moją wiarę w Dharmę, gdy widzę, jak społeczność zbiera się, by pomóc. Wszyscy ćwiczą. Jest tylko tyle, o czym możemy dyskutować i ostatecznie oboje musimy pracować z naszymi umysłami. Potem, kiedy mieszkamy razem, to się udaje. Ludzie przychodzą i niektórzy odchodzą, i możemy to również utrzymać jako społeczność.

Obserwuję dojrzewanie społeczności na przestrzeni lat. Przyjechałem w wieku 10 lat i minęło już 10 lat. Mogłem zobaczyć pokolenie, które pomogło założyć klasztor i jak dojrzewało. Patrzyłem, jak oni i Opactwo rozwijają się organicznie, a wszyscy zawsze wracają do Dharmy i winaja. Myślę, że to może być największy sukces. Bez względu na wszystko, nie chodzi o to, kto konkretnie tam jest. Nie wiem jak to powiedzieć, ale nieważne co, zawsze wracamy do winaja.

Na przykład, jak organizujemy nasze działy? Jak urządzamy naszą kuchnię? Co znaczy winaja mowić? Dlatego nie jesteśmy przedsiębiorstwem nastawionym na zysk. Nie jesteśmy podmiotem korporacyjnym, próbującym zarabiać pieniądze. Wracamy do winaja w celu uzyskania pomocy.

VTC: winaja to nie tylko zbiór zasad; jest w tym dużo praktycznej mądrości i współczucia. Nie jesteśmy surowi i nieelastyczni w kwestii winaja. Dyskutujemy: „Dobrze, to przykazanie został stworzony w kontekście, który pasował do starożytnych Indii, ale być może obecnie kontekst jest inny, więc dosłowne znaczenie przykazanie nie pasuje do naszego społeczeństwa.” Musicie przestudiować historie o pochodzeniu wskazań – jakie było cierpienie, które przyniosło Budda wskazywał, że skłonił go do ustalenia tego konkretnego przykazanie? Jakie fizyczne i werbalne zachowanie ograniczał? Dlaczego? Do czego zachęcał zamiast tego? Porozmawiamy o tej przypadłości io tym, jak odnosi się ona do nas w dzisiejszych czasach w społeczeństwie, w którym żyjemy.

Publiczność: Bardzo interesujące.

VTC: Tak. winaja i posadha stają się dla nas czymś żywym.

Publiczność: Istotne, naprawdę istotne dla każdej zaangażowanej osoby.

VTC: Tak.

Publiczność: Czy mogę zadać bezczelne pytanie? Jak, szczególnie dla was obojga, jak się czujecie, kiedy nie ma Czcigodnego Chodrona? Czy zmienia energię otoczenia? Czy czujesz, że Abbey kontynuuje wszystko, czy jest jakaś różnica? Ponieważ tak wiele słyszę o jej osobistym wkładzie i praktyce, a to jest bardzo inspirujące. Jak to działa, kiedy jej nie ma?

VTC: Wszyscy szaleją! Chcę iść do kina. Gdzie jest czekolada? [śmiać się]

Zakonnica z opactwa Sravasti: Czcigodny zwykł podróżować co najmniej dwa razy w roku. Kiedy jej nie ma, jest to czas, w którym ludzie muszą wkroczyć i wymyślić, jak utrzymać klasztor w ruchu. Na początku ludzie mówili: „Pomocy!” A ona odpowiedziała: „Podróżuję i uczę. Rozwiąż to sam. Więc dorośnij. Teraz jest wystarczająco dużo starszeństwa w społeczności, aby trzymać rzeczy razem.

Ale nawet dziesięć lat temu, kiedy dołączyłem, społeczność nadal dobrze funkcjonowała, kiedy jej nie było. Czcigodna cały czas podkreśla, że ​​w klasztorze nie może chodzić o nią. Chodzi o to, co robimy razem; chodzi o budowanie sangha. Oczywiście dyskutowaliśmy o tym, jak zagospodarować przestrzeń. Niedawno mieliśmy kilka po tym, jak wysłuchaliśmy jej przemówień sangha członków innych grup o tym, jak założyć społeczność. Rozmawialiśmy o tym, co się dzieje, gdy nauczyciel umiera. Jak upewnić się, że sangha nadal działa tak, jak powinien? Odbyliśmy takie rozmowy i są one bardzo szczere.

Publiczność: Więc dyskutujecie, kiedy Czcigodny Chodron odejdzie?

Zakonnica z opactwa Sravasti: Planowała to przez cały czas.

VTC: Tak. Mówię o tym, ponieważ Opactwo nie może polegać na jednej osobie, jeśli chodzi o jego ciągłość. Nie może zależeć od jednej osoby, aby się rozwijała. Opactwo nie przetrwa, jeśli ludzie będą składać datki, ponieważ jest tam jedna osoba. Chcemy, aby uwierzyli w tzw sangha i zobaczyć istnienie sangha jako ważne dla istnienia Dharmy.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Wiele z tego wynika z robienia posadha (sodziong) co dwa tygodnie. Podam przykład. Kiedyś był konflikt w społeczności i ktoś nie chciał przyjść na posadhę, ale nie można nie przyjść – Vinaya mówi, że każdy, kto jest zdrowy i nie wykonuje specjalnej pracy na rzecz sangha musi uczestniczyć posadha. Więc ktoś poszedł po osobę, która nie chciała przyjść. Byłem wtedy bardzo młody. Widziałem, jak seniorzy szli i mówili im, że musicie przyjść, inaczej nie damy rady posadha, ponieważ wszyscy na terytorium (sima) musi przyjść. Więc ta osoba przyszła i społeczność rozwiązała problem na posadha.

Publiczność: Łał.

Zakonnica z opactwa Sravasti: Tak, poruszył się ich umysł. W przeciwnym razie ta osoba zamierzała ukryć się w swoim pokoju. Więc jako junior zobaczyłem to i pomyślałem: „Wow, to jest moc sangha ustrukturyzować Budda organizować coś." Teraz oprócz posadha, robimy varsa (rekolekcje w porze deszczowej) i zaproszenie do opinii (pravarana) na końcu varsa. My robimy katina i święcenia nowicjuszy. Wszystko to naprawdę pomogło społeczności się rozwijać.

VTC: Jest w nich prawdziwa moc winaja ceremonie i odprawiamy je w języku angielskim. To robi ogromną różnicę, ponieważ rozumiesz, co mówisz i co robisz. Będziemy nauczać o każdej z ceremonii dla ludzi, którzy jeszcze ich nie robili, żeby ludzie wiedzieli, co się dzieje, dlaczego Budda ustaw to tak jak on. W tych ceremoniach jest prawdziwa moc. Robisz coś, co sangha robi od 2,500 lat. Jesteście wdzięczni wszystkim pokoleniom mnichów, które żyły przed wami, i wiecie, że waszym obowiązkiem jest przyczynić się do jej utrzymania dla przyszłych pokoleń.

Publiczność: Czy mogę zapytać o finanse?

VTC: W porządku.

Publiczność: Jeśli mogę powiedzieć, byłeś bardzo odważny, kiedy zdecydowałeś się założyć Opactwo.

VTC: To było totalne szaleństwo. Całkowicie orzechowe.

Publiczność: Kiedy powiedziałeś, że nikt nie musi tu płacić, żeby tu mieszkać ani uczęszczać na kursy i rekolekcje, jak pokrywasz wszystkie swoje wydatki – podatki od nieruchomości, rachunki za prąd, benzynę i tak dalej?

VTC: Jesteśmy całkowicie zdani na darowizny. Nazywamy to ekonomią hojności. Ekonomia hojności wymaga edukowania ludzi świeckich, mówienia im, że chcemy móc swobodnie przekazywać Dharmę i mamy nadzieję, że ludzie docenią to, co robimy i będą nas wspierać, abyśmy mogli dalej to robić. Innymi słowy, nauczanie Dharmy nie jest biznesem; jest otwarty bez opłat dla wszystkich. W ten sposób Budda nauczał. Podobnie pobyt w Abbey nie przypomina pobytu w hotelu, w którym jesteś klientem płacącym za usługę. Wyjaśniamy, że chcemy żyć hojnie i chcemy, aby inni ludzie też to robili.

Na początku ludzie po prostu dali nam znać, że przyjdą na kurs. Ale ludzie odwoływali w ostatniej chwili, a ich miejsca były puste, więc zaczęliśmy prosić gości o dawanie 100 dolarów dana (oferuje) aby zarezerwować miejsce. Mówimy im, że zwrócimy te pieniądze, kiedy tu dotrą, chyba że będą chcieli, żeby opactwo je zatrzymało. Odkryliśmy więc, że dzięki temu ludzie byli na bieżąco i zmniejszyli liczbę odwołań w ostatniej chwili.

Nie używamy również słowa „fundraising”. Nazywamy to „zapraszającą hojnością”. Naszą filozofią jest to, że ludzie powinni dawać, ponieważ chcą, ponieważ wierzą w to, co robimy. Nie chcemy, aby ludzie dawali, ponieważ jeśli dadzą określoną kwotę, dostaną buddyjski posąg, który jest tak duży; jeśli dasz dwa razy tyle, otrzymasz buddyjski posąg, który jest dwa razy większy. Jeśli dasz 10 tysięcy dolarów, zjesz lunch z przeoryszą, a jeśli dasz XNUMX tysięcy, przeorysza da ci swoją zły. Nic takiego.

Dwa razy w miesiącu, kiedy robimy tsog, recytujemy imiona osób, które dawały w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ale nie nazywamy pokoi imionami ludzi ani nie umieszczamy list darczyńców z informacją, ile dali. Nie robimy tych wszystkich rzeczy. NIE.

Publiczność: Jak dotąd działa dobrze.

VTC: Nie mamy wszystkich pieniędzy na Budda Hala. Potrzebujemy zaledwie dwóch i pół miliona więcej. Właściwie, biorąc pod uwagę wszystkie rzeczy, może trzy miliony. Ale jesteśmy pełni nadziei. Konstruujemy tzw Budda Sala dla czujących istot. Jeśli zechcą, przekażą darowiznę i zostanie zbudowana. Jeśli go nie chcą, nie przekażą darowizny, w takim przypadku nie ma potrzeby go budować.

Odbyliśmy debatę, czy powinniśmy spróbować wziąć pożyczkę. Na początku, kiedy kupiliśmy ziemię, nie mogliśmy wziąć kredytu. Banki nie lubią udzielać pożyczek organizacjom religijnym, ponieważ przejęcie świątyni lub kościoła jest dla nich krępujące. Osobiście nie czuję się dobrze z zaciąganiem kredytu bankowego i spłacaniem odsetek z pieniędzy darczyńców. Ale wygląda na to, że być może będziemy musieli.

Mam swoje własne, unikalne sposoby postrzegania zachęcającej hojności, z którymi nie wszyscy się zgadzają. Na przykład przyjaciele z Abbey w Singapurze chcieli nam pomóc, zbierając fundusze w zwykły sposób, jak to robią w Singapurze. Każda cegła budynku kosztuje 100 dolarów. Jeśli podasz kwotę za jedną cegłę, otrzymasz swoje imię na cegle, która zostanie wykorzystana w świątyni. Zawetowałem to. To gra na ludziach przywiązanie ego i nie chcę w tym uczestniczyć. Jestem głęboko przekonany, że kiedy ludzie przekazują darowizny na rzecz Opactwa, robią to, ponieważ wierzą w wartość tego, co robimy i chcą, aby inni ludzie również czerpali korzyści z Dharmy. Pragnę, aby miały szczere, hojne serca. Jeśli dajesz, aby dostać coś takiego jak np Budda pomnik lub twoje imię wystawione publicznie, to nie jest czysta hojność.

Podobnie, jeśli my jako sangha członkowie rozdają małe nagrody, darczyńcy i tym podobne rzeczy, wtedy nie kierujemy się hojnością. Dajemy mały prezent, aby otrzymać większy — to forma niewłaściwego utrzymania wyjaśniona w lamrim, Budda ustawić interakcję sangha i świeckich wyznawców jako system wzajemnej hojności. Uważam to za takie piękne. I inspirujące też.

Publiczność: A jedzenie było takie samo?

VTC: Jeśli chodzi o jedzenie, od samego początku mówiłem: „Nie kupujemy jedzenia”. Nie możemy zrobić tego dokładnie w ten sposób Budda robiliśmy to wcześniej, ponieważ mieszkamy na wsi pośrodku niczego. Poza tym proszenie ludzi o gotowanie i codzienne dostarczanie nam jedzenia jest dla nich zbyt niewygodne — pracują i nie mogą poświęcać czasu na dojazd do opactwa. Poza tym większość naszych zwolenników nie jest superbogata i nie zawsze może kupić jedzenie dla 25 czy 30 osób. Więc kiedy ludzie przyjeżdżają do nas, prosimy ich, aby przynieśli artykuły spożywcze. Miejscowi świeccy wyznawcy zorganizowali system, w ramach którego ludzie z całego świata mogą przesyłać pieniądze na artykuły spożywcze, a oni kupują artykuły spożywcze i dostarczają je do opactwa. Są tacy mili – co tydzień przynoszą jedzenie na śniegu, w gradzie, w letnie upały. Ludzie świeccy dzwonią do nas raz w tygodniu i mówią: „Chcemy coś zaoferować. Czego potrzebujesz?" Potem im powiemy, a oni wykorzystają wszelkie fundusze, jakie mają, na zakupy spożywcze.

Kiedy po raz pierwszy zamieszkałem w opactwie, powiedzieliśmy: „Nie kupujemy jedzenia”. Ludzie mówili: „Umrzesz z głodu. Nikt nie zaoferuje jedzenia”. Ale jeszcze nie głodowaliśmy, a minęło już 20 lat.

Kiedy powiedziałem, że nie będziemy kupować jedzenia, ludzie mówili: „Umrzesz z głodu”. Powiedziałem: „Spróbujmy”. Żyjemy w bardzo niebuddyjskim obszarze. To bardzo wieśniacki obszar. Kiedy ludzie przyjeżdżają do nas wtedy, zwykle oferują coś do jedzenia, kiedy przychodzą. Na samym początku tylko garstka buddystów przynosiła jedzenie. Wtedy przyszedł do nas ktoś z gazety Spokane, żeby przeprowadzić z nami wywiad. Rozmawialiśmy o jedzeniu tego, co jest nam oferowane, i powiedzieliśmy im o buddyzmie i programie opactwa — przedstawiliśmy opactwo lokalnej społeczności.

Wywiad ukazał się w niedzielnej gazecie. Następnego dnia, albo dwa, trzy dni później, ktoś podjechał do opactwa SUV-em pełnym jedzenia. Nie znamy jej. Nigdy wcześniej tu nie była, nie jest buddystką, ale przeczytała artykuł w gazecie i chciała coś zaoferować. Byliśmy oszołomieni. To jest rodzaj rzeczy, w których możesz wydobyć hojność ludzi. Czują się tak dobrze dając. Kiedy wszystko kręci się wokół pobierania opłat, jest to tylko biznes i nikt nie tworzy zasługi.

Kiedy przynoszą jedzenie, aby je ofiarować, recytują werset, a następnie cała społeczność akceptuje oferuje recytując wiersz. To ponownie tworzy bardzo miłą więź między świeckimi a mnichami. Pomaga także nam, mnichom, wielokrotnie rozpoznawać dobroć innych czujących istot. To bardzo jasne, że bez ich życzliwości nie jedlibyśmy.

Publiczność: Czy w opactwie mieszkają również ludzie świeccy?

VTC: Czasem tak. Na przykład osoby zainteresowane święceniami ubiegają się o zamieszkanie w Opactwie na dłużej. Nie są członkami społeczności w tym sensie, że nie uczestniczą w tworzeniu sangha decyzji, ale przestrzegają harmonogramu dnia, oferują służbę, uczestniczą w naukach i medytacja sesje z sangha.

Nie przychodzą na spotkania na stojąco, ale mają oferuje spotkanie służby, na którym prowadzący mówi: „Cóż, dzisiaj musimy przewieźć drewno, więc cała ekipa idzie na kilka godzin do pracy w lesie”. Trochę pomocy w kuchni. Jeśli ludzie mają specjalne zdolności, spróbujemy umieścić ich w oferuje pracę usługową, która wykorzystuje te umiejętności. Po sześciu miesiącach lub roku anagarików w opactwie mogą przyjść na spotkanie.

Publiczność: Dziękuję. Dziękuję. Tak. Dziękuję.

Publiczność: To bardzo inspirujące.

VTC: Dziękuję. Jeśli masz pytania, pisz śmiało. Możemy zrobić Zoom i przedyskutować więcej. Odbyliśmy kilka świetnych dyskusji na Zoomie z innymi mnichami w Europie. To dobrze, bo wszyscy jesteśmy w tym razem. Musimy sobie pomagać.

Publiczność: Otóż to. Dokładnie. Tak. Dla mnie tak naprawdę chodzi o to, by spojrzeć na klasztory z dłuższej perspektywy i jak faktycznie możemy tworzyć ustanowione wspólnoty. Kiedy powiedziałeś, że życie jako klasztorny nie dotyczy jednej osoby (ciebie). Pomyślałem o Serze, Drepungu, Gadenie i tak dalej; nie ma tam żadnej [jednej] osoby ani nauczyciela. To po prostu monastycyzm, tradycja ludzi żyjących wg zasady. To jest to, co musimy ustanowić również na Zachodzie. Ta myśl, że to nie zależy od jednej osoby czy jednego pomysłu, jest tak cenna. Dziękuje Ci bardzo bardzo mocno.

VTC: Cała przyjemność po mojej stronie. Bardzo się cieszę, że zachodnie klasztory i klasztory się rozwijają. W sercu czuję tzw sangha jest bardzo ważny i musimy o siebie dbać.

Wersja robocza transkrypcji (angielski) autorstwa Ven. Thubten Dechen 23. Ven. Thubten Damcho i Ven. Chodron zredagował transkrypcję. Zgoda na dystrybucję tego transkryptu i przyszłego tłumaczenia przemówienia wygłoszonego przez Ven. Chodron do Ven. Jamyang, europejski przedstawiciel IMI dla mnichów w dniu 02 r.


  1. W klasztorach tybetańskich kolegia są podzielone na domy (khangtsen), a mnisi są na ogół przypisywani do tych domów zgodnie z regionem Tybetu (lub sąsiednim krajem), z którego pochodzą. 

Czcigodny Thubten Chodron

Czcigodny Chodron kładzie nacisk na praktyczne zastosowanie nauk Buddy w naszym codziennym życiu i jest szczególnie uzdolniony w wyjaśnianiu ich w sposób łatwo zrozumiały i praktykowany przez ludzi Zachodu. Jest dobrze znana ze swoich ciepłych, pełnych humoru i klarownych nauk. Została wyświęcona na mniszkę buddyjską w 1977 roku przez Kyabje Ling Rinpocze w Dharamsali w Indiach, aw 1986 otrzymała święcenia bhikszuni (pełne) na Tajwanie. Przeczytaj jej pełną biografię.