Było blisko

Było blisko

Medytacyjna ręka Buddy
Należę do rasy Buddy. Jestem dzieckiem Buddy. pxtutaj

To kolejna odsłona trwającej sagi Dharmy za kratkami w Ameryce Północnej. Ten incydent, który miał miejsce prawie dwa lata temu w więzieniu federalnym i ma związek z postępowaniem z potencjalnie brutalną i szkodliwą sytuacją w sposób, który zanegował te możliwości. Pewnego wieczoru siedziałem w pokoju telewizyjnym. W pokoju było trzech innych mężczyzn. Nie pamiętam, co było wtedy w telewizji. Tak naprawdę nie byłem tam, żeby oglądać telewizję. Mój wiolonczelista właśnie wrócił z pracy w fabryce i dałem mu trochę czasu w celi.

Między kilkoma mężczyznami w pokoju toczył się jakiś dialog, ale tak naprawdę nie zwracałem na nich zbytniej uwagi, dopóki nie wymienili nazwiska osoby, która grała ze mną w zespole. Oskarżali go o kradzież książki. Zacząłem lepiej słuchać. John powiedział, że George (wokalista w zespole) ukradł mu książkę. Robert powiedział: „Żaden czarnuch nie ukradnie niczego białemu człowiekowi, dopóki przebywam na Wydziale Mieszkaniowym”. Robert jest Latynosem i Anglikiem, który zadaje się z białymi zwolennikami supremacji. John był także rasistą Anglo.

Wiedziałem, że George nie ukradł książki Johna. George jest utalentowanym piosenkarzem, który zachowuje się całkiem nieźle etycznie — próbuje wyrwać się z gangsterskiego stylu życia — i ma wystarczająco dużo pieniędzy, by kupić to, czego potrzebuje. Wiedziałem również, że John oskarżył George'a o zabranie tej książki wcześniej, a kiedy George o tym usłyszał, poszedł do Johna i powiedział mu, że nie ukradł książki i jeśli John kiedykolwiek powie to komukolwiek, on (George) uderzy go w usta. Odpowiedzią Johna na groźbę George'a było kulenie się i przeprosiny.

Teraz John gadał o George'u i wiolonczeli George'a „Snake”, mówiąc, że obaj ukradli jego książkę i że są „niedobrymi, złodziejskimi czarnuchami”. Jego przyjaciel Robert naprawdę się denerwował. Wstał i powiedział, że idzie skonfrontować się z tymi dwoma „pieprzonymi czarnuchami”. Wszystko robiło się bardzo brzydkie.

Mając nadzieję na powstrzymanie brzydkiej sytuacji w zarodku, zwróciłem się do Johna i spojrzałem mu w oczy. Powiedziałem: „George nie ukradł twojej książki, John. Jeśli dobrze pamiętam, już z nim o tym rozmawiałeś, a on powiedział ci, że jeśli kiedykolwiek usłyszy, że jego imię wyjdzie z twoich ust, to uderzy cię w usta. Mogłeś zobaczyć, jak rzeczywistość zagłębia się w Johnie. Opadł na krzesło i zaczął sprawdzać swoje buty, podłogę, wszystko, co pozwoliło mu spojrzeć w dół. Powiedziałem: „George jest moim przyjacielem i wiem, że nie ukradł twojej książki. Nie powinieneś oskarżać ludzi o takie rzeczy na oczach innych”.

Ale Robert był zdenerwowany. On zachwycał się tym, że to wszystko bzdury, a wszystkie czarnuchy to złodzieje i szumowiny, a jeśli John był zbyt przestraszony, żeby coś z tym zrobić, to on (Robert) by to zrobił. Ruszył do drzwi. John zawołał go i poprosił, żeby tam nie wychodził. John powiedział: „Pobiją mi tyłek, jeśli dowiedzą się, że znowu o nich mówiłem”. Był wyraźnie zdenerwowany.

Powiedziałem do Roberta: „Nie wdawaj się w tego człowieka, skrzywdzisz tylko Johna, a może także siebie lub kogoś innego. To nie jest tego warte." Ale Robert dalej gadał. Namówił się na pozycję, z której, jak czuł, nie mógł się wycofać, nie wyglądając na słabego przed innymi. Otworzył drzwi, żeby wyjść, pójść do George'a i Snake'a. John ponownie go zawołał i błagał, żeby nie szedł. Raz jeszcze zaproponowałem, żeby Robert nie jechał. Ale to nie pomogło. Robert w mgnieniu oka wyszedł za drzwi.

Powiedziałem Johnowi, że powinien trzymać buzię na kłódkę. Nie miał żadnego dowodu na to, że George i Snake ukradli jego książkę. Już raz był z nimi w konfrontacji, przeprosił i wycofał się, ponieważ wiedział, że pobiją mu tyłek. Teraz znowu wodził ustami w pokoju telewizyjnym, wplątując kogoś innego w swoje nienawistne plotki i oskarżenia, a teraz ktoś miał zostać zraniony. John siedział tam, wyglądając na nieszczęśliwego. Czwarta osoba w pokoju po prostu siedziała, kręcąc głową z obrzydzeniem.

Postanowiłem poszukać Roberta i ludzi, z którymi miał do czynienia, więc mogę powiedzieć coś, co rozbroi sytuację. Znalazłem Snake i Roberta na wyższym poziomie, rozmawiających ze złością o tym, co powiedział John. Podszedłem do nich i powiedziałem: „Hej, zostawcie to w spokoju. To nic, co mogłoby się zranić. Nie idź do Dziury przez to, co jakiś manekin mówi w pokoju telewizyjnym. Po prostu zostaw to w spokoju. Potem poszedłem do celi po filiżankę herbaty.

Potem wróciłem do pokoju telewizyjnego, aby sprawdzić, czy sprawy zostały rozwiązane pokojowo. John, Robert i ten drugi facet wciąż byli jedynymi w pokoju. Usiadłem i zapytałem, czy wszystko w porządku. Robert i John milczeli. Odwróciłem się więc na chwilę, żeby przemyśleć sytuację.

Natychmiast drzwi się otworzyły i odwróciłam się, by zobaczyć wchodzących George'a i Snake'a. Dwóch innych czarnych facetów stało przed drzwiami. George i Snake weszli do pokoju. George podszedł do Johna i powiedział: „Znowu mówisz o mnie?” John milczał. George powiedział: „Myślałem, że rozmawialiśmy o tym”. John milczał. George powiedział: „Nic ci nie ukradłem. Znowu chodzi o tę książkę? John spojrzał na Roberta.

Robert wstał z krzesła i zrzucił buty pod prysznic (znak, że jest gotowy do walki). George odwrócił się do niego.

Robert powiedział: „Zostaw go w spokoju”.

— To nie twoja sprawa — odparł George.

„Robię to w moim interesie”.

„Dlaczego nie trzymasz się tego? To jest między mną a nim” (wskazuje Jana).

– Teraz jest między nami – warknął Robert.

„Więc co chcesz z tym zrobić?”

„Cokolwiek chcesz z tym zrobić”.

Nie mogłem uwierzyć, że sprawy nasilały się do tego stopnia. W tym momencie wstałem i podszedłem do Roberta i George'a, powiedziałem: „Czy naprawdę zamierzacie coś zrobić?” Oboje zwrócili się do mnie. Kontynuowałem: „Jeśli naprawdę chcesz walczyć, dlaczego nie pójdziesz gdzieś?” Próbowałem przerwać ich tok myślenia. „Zamierzasz to zrobić tutaj?” Powiedziałem. Widziałem, jak pracują ich umysły, ale nie odpowiadali. W końcu powiedziałem: „Cóż, nic z tego nie ma ze mną nic wspólnego. Więc jeśli nikomu to nie przeszkadza, odejdę. Nie muszę być wplątany w te bzdury. Oboje zaznaczyli, że nie mają problemu z moim wyjściem, więc wszedłem między nich i podszedłem do drzwi.

Spojrzałem na czwartą osobę, która oglądała telewizję i zapytałem: „Też chcesz wyjść?” Wskazał, że tak. Wstał i podszedł do mnie. Kiedy wyszliśmy za drzwi, powiedziałem do niego: „Chodź, wyjdźmy stąd. Co za strata!" On i ja opuściliśmy teren.

Poszedłem do swojej celi, wszedłem do niej i powiedziałem do mojej celi: „Nie uwierzysz, co się dzieje z Robertem i…”

Rozległo się pukanie do drzwi. To był George, Snake i ich dwaj przyjaciele. Wskazałem, żeby weszli. George wszedł, zostawił otwarte drzwi, żeby jego przyjaciele mogli nas usłyszeć, i zapytał mnie: „Czy poruszyłaś temat kradzieży książki Johna? A może on o tym wspomniał? Powiedziałem mu prawdę, że John o tym wspomniał. George powiedział, że John i Robert powiedzieli mu, że o tym wspomniałem. Oczywiście to nie była prawda. Powiedziałem: „Wszyscy mnie znacie. Wiesz, jak się zachowuję. Myślisz, że bym to zrobiła? George odpowiedział: „Powiedziałem im, że nie”. Następnie powiedziałem George'owi i pozostałym, że moją jedyną rolą w rozmowie było powiedzenie Johnowi, że powinien się w tej sprawie zamknąć; że został już ostrzeżony; i że Robert powinien trzymać się z daleka od tego, bo to nie jego sprawa, a nie chciałem, żeby ktokolwiek został zraniony przez jakieś głupie gówno. Kiedy skończyłem, George już wyszedł z celi. Wszyscy tam wiedzieli, że ich nie okłamię. Ważne jest, aby być mężczyzną dotrzymującym słowa. Ludzie wiedzą, że mogą ufać temu, co mówisz. Może rozwiązać sprawy w dobry sposób. Pomogło mi i innym w wielu sytuacjach w potencjalnie brutalnych sytuacjach w więzieniu.

Moja wiolonczela i ja porozmawialiśmy o tym, co się właśnie wydarzyło. Doszliśmy do wniosku, że aby George i jego ludzie tak szybko doszli do mojej celi, Robert i John musieli spanikować, kiedy wyszedłem z pokoju i natychmiast zaczęli gadać, jak wydostać się z brzydkiej próby. Rozmowa po wyjściu z pokoju nie mogła trwać dłużej niż dwie, trzy minuty. W tamtym czasie musieli zrzucić wszystko na mnie, żeby w jednym kawałku wydostać się z pokoju. Po wszystkich swoich głośnych rozmowach i oskarżeniach, faktycznie skonfrontowani z owocami swoich działań, starali się zrzucić na mnie winę. To nie zadziałało. Powstrzymywało to to, że ludzie wiedzieli, że ich nie okłamię.

Zszedłem do pokoju telewizyjnego, żeby porozmawiać z Robertem i Johnem. Chciałem ich zapytać, dlaczego próbowali wszystko na mnie rzucić, skoro oboje wiedzieli, że nie mam z tym nic wspólnego. Ale kiedy zacząłem z nimi rozmawiać, Robert natychmiast powiedział mi, że nie chcą słyszeć niczego, co mam do powiedzenia. „Jesteś hańbą dla swojej rasy” – powiedział. „Nigdy więcej ze mną nie rozmawiaj”.

Wyszedłem z pokoju. Nie było wtedy żadnego produktywnego dialogu.

Następnego dnia podczas przerwy obiadowej byłem sam w celi. Nagle drzwi się otworzyły i do mojej celi wszedł żołnierz Bractwa Aryjskiego. Zamknął za sobą drzwi i stanął z lewą ręką w spodniach, najwyraźniej trzymając nóż (co później zostało potwierdzone). Patrzył na mnie, jakbym zabił jego brata. Zapytałem go, co się dzieje.

Powiedział mi, że jego „brat” Robert opowiedział mu, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Zapytałem go, co to właściwie było. „Grupa czarnuchów podjechała do Roberta w pokoju telewizyjnym. Złamałeś się i rzuciłeś na niego jak tchórz. Zapytałem go, czy w to wierzy. Powiedział, że Robert był jego „psem”. Musiał mu uwierzyć.

Powiedziałem mu, że gdyby coś naprawdę się wydarzyło i gdybym był na tyle głupi, by się w to zaangażować, pomogłbym George'owi, ponieważ był moim przyjacielem, a Robert się mylił. Więc Robert powinien być zadowolony, że odszedłem, kiedy to zrobiłem. Byłbym jeszcze jedną osobą do walki.

Oczywiście żartowałem. W żadnych okolicznościach nie uderzyłbym nikogo. Jego odpowiedź na to brzmiała: „Jesteś hańbą dla swojej rasy!” Był czerwony na twarzy i pieścił swoją broń.

„Jak myślisz, do jakiej rasy należę?” Zapytałem go.

„Biała rasa”.

"Jesteś w błędzie. należę do Buddawyścig, wyścig bez plam. Wszyscy jesteśmy kolorami. Jestem dzieckiem Buddów. Nie nienawidzę ludzi z powodu ich koloru skóry”.

Widziałem w jego oczach, że za złość, był zaskoczony tym, co powiedziałem. Kontynuowałem: „Wiesz, że praktykuję buddyzm. Wszyscy tutaj widzą mnie na terenie kompleksu. Nie przestawiam się. Praktykuję niestosowanie przemocy, a wiesz, że mam przyjaciół każdego koloru. George gra w jednym z moich zespołów i nie jest złodziejem. Nie ukradł książki Johna, a już powiedział Johnowi, że jeśli ponownie usłyszy jego imię z ust Johna, to coś mu zrobi. Robert nie powinien się w to angażować. To nie jego sprawa. Jedyne, co robiłem, to starałem się, aby ktoś nie został zraniony i nikt nie został zraniony”.

Aryjczyk powiedział mi, że słyszał to inaczej.

– Jestem pewien, że tak, ponieważ Robert i John byli śmiertelnie przerażeni. Próbowali nawet zrzucić to wszystko na mnie. Teraz już się uspokajał. Widziałem to. Kontynuowałem: „Słuchaj, jeśli chcesz mnie dźgnąć, to śmiało. Nie będę próbował cię zatrzymać. Stanę tutaj i pozwolę ci mnie dźgnąć, jeśli uważasz, że to słuszne. Roberta mi nie zabrakło. Mylił się angażując się, a ja nie byłem w to zaangażowany, więc odszedłem. Nie miało to nic wspólnego z rasą. Teraz wplątujesz się w czyjś bałagan. Zrobiłem przysięga nigdy więcej nikogo ani niczego nie skrzywdzić; więc jeśli naprawdę myślisz, że coś osiągniesz, dźgając mnie lub zabijając, to śmiało miej to za sobą. Nie zrobię ci krzywdy. Pomodlę się, aby cokolwiek negatywne karmy Twoje czyny będą manifestować się na mnie, więc nie będziesz cierpieć z powodu tego, co robisz”.

Wyglądał jak dzieciak przyłapany na robieniu czegoś złego w podstawówce. Jego wiara w słuszność swojego działania została złamana. Wątpił w swojego „brata” i wersję historii, którą otrzymał. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i opowiedziałem mu o tym, co naprawdę się wydarzyło. Potem opowiedziałem mu o ścieżce buddyjskiej. Uścisnął mi dłoń, zanim wyszedł.

Ten facet wciąż jest żołnierzem Bractwa Aryjskiego. Zabił dla nich co najmniej tuzin ludzi. Był dobrze znany w USP Leavenworth w Kansas, ponieważ uderzał tam wielu ludzi. Miał reputację tego, że wchodził do pracy bez zadawania pytań i trafiał w cel bez chwili namysłu i dyskusji. Zmieniłem cały jego rekord. Teraz ma 12 do 1. Teraz w końcu znalazł w swoim umyśle to miejsce, w którym może się zatrzymać, aby zastanowić się, co ma zamiar zrobić. Wie też, że istnieje rozwiązanie bez przemocy. Zanim opuściłem tę instytucję, rozmawialiśmy z nim o wiele więcej, a on rozwinął autentyczną… wątpić o organizacji, do której należał. Kilkakrotnie mówił, że zamierza napisać do narodowej centrali AB i zapytać ich o rzeczy, o których mówiłem na temat ich filozofii. W noc, kiedy wyjechałam, by się tu przenieść, był na mojej imprezie pożegnalnej, ściskał mi dłoń, przytulał i komplementował bycie konsekwentnym i oddanym mojej ścieżce.

Na koniec chciałbym wspomnieć, że w żadnym momencie naszej konfrontacji nie bałem się śmierci. Była pewna możliwość, że umrę. Był facetem, który to zrobił iw tym celu przyszedł do mojej celi. Ale możliwość nie przerażała mnie, co nie miałoby miejsca w przeszłości. Wcześniej martwiłbym się. bym się trząsł i rozmawiał szybko; mówiąc cokolwiek, aby zapobiec mojej śmierci. Ale wtedy nie miałam pełnej wiary i zaufania do tego Potrójny klejnot. Nie miałam niezachwianej wiary w Budda potencjalność istniejąca w kontinuum mojej własnej świadomości. Wcześniej nie byłem przygotowany na śmierć. Nie rozumiałem śmierci ani tego, jak możemy stworzyć przyczyny i Warunki które mogą prowadzić do tego typu sytuacji. Nie rozumiejąc tego, zareagowałbym inaczej. Mogłem nawet sprowokować go do zabicia mnie, podczas gdy inaczej by tego nie zrobił.

Teraz rozumiem, że cokolwiek nam się przydarza, jest bezpośrednim wynikiem działań, które zrobiliśmy w przeszłości. Gdybym został zasztyletowany w tej celi, nie byłoby to nieuzasadnione. Byłby to owoc jakiegoś ziarna, które zasiałem kiedyś w przeszłości, być może wiele wcieleń temu. Poprzez zrozumienie karmy, mogłem pozostać w miejscu, w którym przyjmowałem jakiekolwiek postanowienie i zmotywowałem się, aby uniemożliwić mu tworzenie przyczyn i Warunki za swoje przyszłe cierpienie. Myślę, że to ta motywacja i nastawienie sprawiły, że wszystko się ułożyło dla nas obojga. Czasami tak się boimy, że krzywdzimy siebie lub innych. Pozostając spokojni, otwarci na wszystko, co się wydarzy, i niosąc z nami naszą intencję, aby zapobiec krzywdzie innych w każdym nowym momencie, jesteśmy w stanie pomóc sobie i innym. Dystansujemy się od egocentrycznej, odruchowej reakcji, która tak często nas boli.

Autor gościnny: poseł