Praktyka od środka

Praktyka od środka

Obraz zastępczy

JH, lat 26, przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze na Środkowym Zachodzie, odsiadując dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Zapytaliśmy go, jak to jest praktykować buddyzm w więzieniu o zaostrzonym rygorze.

Gdyby ktoś zapytał cię: „Jak to jest praktykować buddyzm w więzieniu o zaostrzonym rygorze”, prawdopodobnie pomyślałbyś: „Co za dziwne pytanie”. Czuję się tak samo. Różnica między nami polega na tym, że ja am praktykuje buddyzm w więzieniu o zaostrzonym rygorze i praktykuję od pięciu z ostatnich dziesięciu lat. Od dziesięciu lat tu jestem. Dlaczego więc wydaje mi się to dziwne pytanie, skoro doskonale pasuje do mojego życia? Pozwól mi wyjaśnić.

Czarno-biały obraz medytacji młodego człowieka.

Istnieją podobieństwa między praktyką w więzieniu o zaostrzonym rygorze a praktyką na zewnątrz. (Fragment zdjęcia autorstwa Paco Floresa)

Kiedy budzę się rano, na dźwięk klaksonu, który przypomina podrasowany budzik, tak naprawdę nie chce mi się jeszcze wstawać. Szósta nadchodzi zupełnie za wcześnie rano. Ale muszę wstać. Już prawie pora na śniadanie, a praca jest tuż za rogiem. Przypuszczam, że z tobą jest tak samo; rano po prostu przychodzi za wcześnie.

Wstałem i umyłem twarz, kładę się z powrotem i czekam na śniadanie. W moje dobre dni przekraczam moje bodhisattwa śluby; w moje złe dni narzekam na to, jak niewygodne jest moje łóżko. Oczywiście narzekam też na mojego towarzysza z celi, z jego irytującymi nawykami (nie ma znaczenia, jaki jest prawdziwy czy wyimaginowany nawyk, o szóstej rano wszystkie nawyki są irytujące). Przypuszczam, że tak jest z tobą, leżąc obok męża lub żony, czekając na rozpoczęcie dnia, mamrocząc do siebie o okropnym chrapaniu partnera.

Kiedy wchodzę na śniadanie, stwierdzam, że mój nastrój towarzyszy mi. Jeśli jestem zrzędliwy, to jedzenie jest okropne. Jeśli mój nastrój był dobry, to jedzenie jest pyszne. Oczywiście czekanie w kolejce na śniadanie, niezależnie od nastroju, zawsze mnie niecierpliwi. Czekając w kolejce, mam więc kilka minut na rozważenie tej lekcji Dharmy. Jak większość lekcji Dharmy, ta nie jest zabawna w nauce. Niemniej jednak stoję tam i kontempluję karmy to pochodzi z niecierpliwości i sposobu, w jaki obiecałem pomóc wszystkim czującym istotom (ale nie przypominam sobie, żebym wspominał o tym, by pozwolić wszystkim czującym istotom przede mną w kolejce).

Zdobywszy tacę, siadam przy stole z przyjaciółmi lub nieznajomymi. Oznaczenia nie są stałe; czasami przyjaciele są obcy i vice versa – tak jak wyobrażam sobie to dla większości par. Pochylam głowę i modlę się, czyniąc ofiary pierwszego kęsa mojego jedzenia do Trzy klejnoty. Czasami inni ludzie przy stole milczą i szanują moją modlitwę; czasami patrzą na mnie z pogardą. Przypuszczam, że dla ciebie też tak jest. Czasami ludzie szanują cię za to, co próbujesz zrobić, a czasami nie.

Kończy się śniadanie i zaczyna się oczekiwanie na pracę. Prace mają rozpocząć się o 7:30, ale jest sto rzeczy, które mogą to zmienić. Nieuchronnie o tej porze dostaję kolejną lekcję cierpliwości Dharmy. Siedzę tam, niecierpliwie czekając, aż wszyscy, którzy muszą być na miejscu, dotrą na swoje miejsce, abym mógł iść do pracy. Myślę, że to jest równoznaczne z godzinami szczytu.

Praca, kocham pracę. Jestem pobłogosławiona dobrą pracą, taką, która pomaga ludziom i stanowi dla mnie wyzwanie. Oczywiście w niektóre dni wyzwania są tak wielkie, że w końcu jestem zestresowany. W niektóre dni wszystko idzie gładko i czuję się bardzo szczęśliwa i zadowolona z siebie. Jakkolwiek by to nie było, zawsze za bardzo lubię swoją pracę. Nie żeby było to dla mnie oczywiste w czasie, gdy pracuję. Zdaję sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy siadam na poduszce, aby medytować, późnym wieczorem i zdaję sobie sprawę, że wszystko, co mogę zrobić, to myśleć o pracy i sposobach rozwiązywania problemów z wyzwaniami dnia. Chyba wiesz, o czym mówię.

Potem jest przerwa na lunch, która nieuchronnie prowadzi do kolejnej lekcji cierpliwości. Znowu nie mogę wrócić do pracy, dopóki wszyscy ludzie, którzy muszą być na swoich miejscach, żebym mógł się przeprowadzić, nie znajdą się na swoich miejscach. Wiesz o czym mówię, prawda? To szczyt w porze lunchu.

Praca się kończy i zaczyna się joga (w niektóre dni). Człowieku, trudno jest przejść z pracy na jogę. Jest to jednak konieczne, jeśli mam zachować zdrowie. Praca z asanami, zrzęda wobec mojego partnera jogi, ponieważ jedzie za szybko lub oddycha zbyt głośno, lub robi to, co robi… może tak naprawdę nie chcę ćwiczyć jogi w tym momencie, chociaż nie zamierzam tego przyznać to.

Kiedy joga się skończy, będę zadowolony, że to zrobiłem. Następnie podziękuję mojemu partnerowi jogi „namaste”. Oczywiście oznacza to, że dostanę kolejną lekcję Dharmy, tę o pustce przyklejania komuś etykietki za tego lub za tamtego.

Wreszcie nadchodzi kolacja, a potem wieczór. Wieczorem znajduję czas na czytanie i naukę. W niektóre dni jest cudownie lamrim studia. Czasami są to podręczniki komputerowe i książki o programowaniu. Zawsze jest to Dharma albo praca, to jest podział w moim życiu.

Mijają trzy, cztery godziny, studia poszły dobrze. Zwykle jestem już dość wyczerpany; ale wiem, że pójście spać nie jest daleko. Nadchodzi czas blokady i sprawy w końcu się uspokajają. Odbywa się ostatnie liczenie siedzących lub stojących i możemy robić, co nam się podoba. Więc ustawiłem mój mały ołtarz i mój wełniany koc. Mój kolega z celi jest miły i wstaje na pryczę na następną godzinę. Modlę się, kłaniam się, zaaklimatyzuję się z moim zły, i zobowiązuję się medytacja ćwiczyć. Jest 10:30 w nocy; trochę późno na rozpoczęcie praktyki Dharmy, ale to jedyny czas, kiedy jest tu cicho, a hałas świata wydaje się dyktować, kiedy ja medytować.

W różnych momentach są medytacja zajęcia, zajęcia jogi, zajęcia traumy i odnowy biologicznej. Jednak bez względu na wszystko, dni są zawsze wypełnione lekcjami Dharmy.

Więc możesz się zastanawiać, dlaczego powiedziałem na początku, że pytanie, jak to jest ćwiczyć w więzieniu o zaostrzonym rygorze, było tak dziwnym pytaniem. To dziwne, ponieważ praktykowanie buddyzmu w więzieniu jest jak praktykowanie na zewnątrz.

Możesz powiedzieć: „Och, ale jesteś otoczony przez morderców i gwałcicieli, czy nie pomyślą, że jesteś słaby, jeśli mówisz o współczuciu i praktykujesz miłującą dobroć? Czy to nie narazi cię na niebezpieczeństwo? Pytam cię: „Jak myślisz, gdzie mieszkali ci wszyscy ludzie, zanim trafili do więzienia? Zgadza się, w twojej okolicy.

— Ale co ze strażnikami, czy nie czepiają się ciebie i nie wyśmiewają? Jak możesz się rozwijać bodhiczitta w takim środowisku?” Co dziwne, strażnicy też są ludźmi. I podobnie jak inni ludzie na świecie, na ogół traktują cię tak, jak ty ich traktujesz. Na pewno jest kilka trudnych, ale to tylko dlatego, że cierpią (jak każdy z nas). Poza tym nie uczysz się cierpliwości od swoich przyjaciół; uczysz się tego od tych błogosławionych bodhisattwów w przebraniu, którzy bezgranicznie cię irytują.

Ostatecznie po prostu to mówię. Wszyscy ćwiczymy w więzieniu o zaostrzonym rygorze. To się nazywa samsara.

Autor gościnny: JH

Więcej na ten temat