Przyjazne dla wydruku, PDF i e-mail

Prawdziwa aspiracja i opór

Wyjazd na odosobnienie jest jak zażywanie detoksu.

List od J.

Drogi Czcigodny Thubten Chodron,

Potykam się, chcąc wam wyrazić, jak ważna jest dla mnie Dharma, jednocześnie wyznając, że od miesięcy nie miałem odwagi zająć się codzienną praktyką. A jednak nic nie sprawia, że ​​moje serce śpiewa tak, jak myśl o pielgrzymce z Ven. Robina czyli zanurzenie się w Dharma Buddy na trzymiesięcznym odosobnieniu z tobą. Tęsknię za tymi dwoma rzeczami bardziej niż za czymkolwiek innym. A jednocześnie są to dwie rzeczy, których najbardziej się boję.

Więc oto jestem w obliczu bliźniaczych aspektów uzależnienia: pragnienie i niechęć. Zawsze operuję jakąś wersją tego dylematu, by pragnąć tego, czego pragnę z całego serca, a jednocześnie jestem gotowa walczyć na śmierć i życie, aby to, czego się boję lub brzydzę, nie zbliżyło się zbyt blisko. Często to, czego pragnę i to, czego się boję, są na pewnym podstawowym poziomie jednym i tym samym. Pod pewnym kątem samounicestwienie i przebudzenie wyglądają tak samo. Zwężone, zwodzone „ja” umiera, gdy rozkwita ekspansywne doświadczenie braku „ja”. Czy coś takiego. Ale dopóki nie doświadczę bezpośredniego przebudzenia, to tylko kilka ładnych zdjęć i pięknych obietnic, za którymi uganiam się za każdym innym nałogiem. I tak coraz bardziej boleśnie uświadamiam sobie, jak bardzo z tego operuję pragnienie i niechęć w moim codziennym życiu, jak uzależniające zachowanie jest osadzone nawet w mojej praktyce, w każdym moim uczynku, słowie i myśli. Ogromny krajobraz, w którym sieję uzależnienie, nazywany jest ignorancją, a ja leżę w tym krajobrazie, w którym zapomnienie jest moją codzienną wodą. Wszystko, o czym nie wiem, o co nie dbam, o co nie chcę wiedzieć lub czym się przejmuję, jest automatycznie wypychane poza moją świadomość. Pozostanie w nieświadomości wymaga wielkiego wysiłku, ale nawyk jest bardzo silny i nigdy nie powinienem go lekceważyć.

Wyjazd na odosobnienie jest jak zażywanie detoksu. Jest oczyszczający, tonizujący, ale znam proces wypacania całej tej trucizny, która rzuci mnie na kolana. Samsara, z całą jej przemocą, pięknem, patosem i dramatem, jest ogromnym uzależnieniem. Nawet przy całej ich destrukcyjności, moje własne ego, wyższość, arogancja i przekonanie o własnej racji są przytłaczającymi uzależniającymi narkotykami. Więc jestem tutaj, jedna część mnie, która chce całym sercem odłożyć igły, butelkę, pistolet i przejść na drugą stronę. Nie ma sprawy. Po prostu rzuć wszystko i cicho otwórz oczy. A jeszcze inna część mnie mocno i boleśnie chwyta i przywiązanie do każdego z jego nałogów. Część umysłu każdego uzależnionego wierzy, że życie bez przedmiotu uzależnienia jest nie do pomyślenia. Ta część umysłu jest bardzo biegła zarówno w zaprzeczaniu powadze choroby, jak i w wymyślaniu powodów i metod utrwalania nawyku. Tak więc do pewnego stopnia mam dobre wyczucie tego, z czym mam do czynienia. To strasznie przerażające być śmiertelnikiem i próbować obudzić się w tym samym czasie.

Jednak widzę, jak niezliczona liczba uczniów i nauczycieli z każdej szkoły duchowej wkracza na tę ścieżkę. Odkąd istnieje człowiek, wydaje się, że w sercu każdego plemienia i kultury, w sercu każdego człowieka, rodzi się rodząca się tęsknota za obcowaniem z jakimś rodzajem „Boskiej Łaski”, za doświadczeniem własnej nierozłączności. od służby świętości, życzliwości i shunyaty (pustki). Czy buddyści nie powiedzieliby, że ta tęsknota jest częścią naszego człowieczeństwa (Budda) Natura? Czy nie powiedziałbyś jednak, że naturą samsary jest omyłkowe usiłowanie spełnienia tej tęsknoty poprzez pogoń za ziemskimi przyjemnościami?

I tak Budda powiedział, że jest cierpienie. A oto podstawowe przyczyny cierpienia. Ale dobra wiadomość jest taka, że ​​istnieje lekarstwo. Oto leki. Trudne jest to, że każdy z nas musi zebrać siły, odwagę i wiarę, które pozwalają nam wybrać lek dzień po dniu, bez względu na wszystko. Jeśli mogę wybrać jeden dzień na raz i nie myśleć o tym śluby i zasady jako obejmujące eony wcieleń, ale właśnie dzisiaj, właśnie w tej chwili, zrób co w mojej mocy, może to pomoże zmiękczyć oporne, uzależnione, jakże gotowe do walki serce.

Wiesz, pod wszystkimi tymi słowami kryje się tylko proste pragnienie połączenia się na poziomie serca ode mnie do ciebie w Dharmie. Dziękuję za zachętę, wsparcie i wskazówki, które oferujecie nam wszystkim. Nie jestem pewien, o co proszę — może tylko o twoją cierpliwość i inspirację, by skierować mnie do przodu.

J.

Odpowiedź czcigodnego Thubtena Chodrona

Drogi J.,

Doceniam szczerość i pokorę Twojego listu. Prawie każdy, kto szczerze podchodzi do Dharmy, napotyka na to, co tak dokładnie opisałeś — szczere duchowe aspiracje i potężny opór przed robieniem tego, co jest potrzebne, aby je urzeczywistnić. W nawyku ego zamieniamy nawet drogę do oświecenia w wewnętrzną wojnę domową.

Jak się z tego wyrwać? Jedną rzeczą jest nazywanie uzależnienia jego własnymi sztuczkami. Nie obwinianie się, nie walka, ale po prostu szacunek do samego siebie i troska o siebie, aby zauważyć: „Oto mój opór w formie przywiązanie powstające ponownie. Podążałem tą ścieżką już niezliczoną ilość razy. Byłem tam, zrobiłem to i nie chcę tam wracać”. Naciskamy więc przycisk pauzy, oddychamy i wracamy do naszej współczującej motywacji.

Lub, jak powiedział jeden z uczniów: „Po prostu się pojawiaj”. Pojawiaj się na naukach, na rekolekcjach, na medytacja sesje. Nie myśl, że musisz być kimś wyjątkowym lub robić coś wspaniałego, po prostu zdobądź swoje ciało tam, a twój umysł zrobi resztę. Tutaj może być potrzebna samodyscyplina. To jest coś, co każdy z nas musi sobie wymyślić. Z pewnością byłoby miło, gdyby ktoś inny — być może nasz nauczyciel Dharmy — mógł dać nam sporą dawkę łatwej samodyscypliny, ale to tak, jakby poprosić kogoś, żeby dla nas spał, abyśmy czuli się dobrze wypoczęci. Są rzeczy, które po prostu musimy zrobić sami.

Uważam, że myślenie o tym, co robię, jest inspirujące i dodaje energii duchowi mentorzyBuddowie i bodhisattwowie przeszli przez swoje wysiłki, aby mi pomóc. Nudny, dharmicznie tępy ze mnie. Ale oni się nie poddają. Widzą pewien potencjał i nadal starają się mną kierować. Może powinienem być dobry dla siebie i wdzięczny im i odpowiedzieć, postępując zgodnie z ich wskazówkami. W ten sposób daję sobie mały szturch. Kiedy doświadczamy dobrych rezultatów praktyki, do której się zachęciliśmy, samo to dostarcza bodźca do następnego kroku i następnego. To jest jak odsetki składane — odrobina szczęścia Dharmy rośnie i rośnie.

Pozdrawiam w Dharmie,
Czcigodny Thubten Chodron

Czcigodny Thubten Chodron

Czcigodny Chodron kładzie nacisk na praktyczne zastosowanie nauk Buddy w naszym codziennym życiu i jest szczególnie uzdolniony w wyjaśnianiu ich w sposób łatwo zrozumiały i praktykowany przez ludzi Zachodu. Jest dobrze znana ze swoich ciepłych, pełnych humoru i klarownych nauk. Została wyświęcona na mniszkę buddyjską w 1977 roku przez Kyabje Ling Rinpocze w Dharamsali w Indiach, aw 1986 otrzymała święcenia bhikszuni (pełne) na Tajwanie. Przeczytaj jej pełną biografię.