Wdzięczność

Wdzięczność

Znak drogowy o nazwie Gratitude Road.
„Zrób wszystko, co możesz z tym, co masz, w czasie, który masz, w miejscu, w którym jesteś…” (Zdjęcie: Barta Maguire'a

„Zrób wszystko, co możesz z tym, co masz, w czasie, w którym masz czas, w miejscu, w którym jesteś…”

To cytat chłopca o imieniu Nkosi Johnson. Nkosi urodził się z HIV. Zmarł w wieku 12 lat na AIDS. Jest tematem nowej książki, Wszyscy jesteśmy tacy sami, przez weterana ABC News, Jima Wootena. To nie tyle opowieść o śmierci Nkosi, ile opowieść o niezwykłym życiu. Odmówił stania się ofiarą swoich okoliczności i zdecydował się żyć pełnią życia, jakie miał. Był wdzięczny za życie, jakie miał.

Święta to szczególny czas w roku. Niedawno słyszałem w radiu, że święta to „okres w roku, w którym wszystko, czego nie masz, nie jest tak ważne, jak to, co masz”. Niestety, nie zajmuje nam dużo czasu powrót do naszych codziennych, normalnych zajęć, a wraz z nimi nasze przyziemne, codzienne, normalne postawy. Optymizm Nowego Roku, świąteczna radość i wdzięczność za Święto Dziękczynienia powoli zanikają, gdy jedno po drugim przedzieramy się przez nasze dni. Zbyt łatwo jest nam tak pochłonąć nasze ego, że nie poświęcamy czasu, aby docenić dzień, wąchać róże, jeśli chcesz.

Ostatni artykuł w Wewnątrz Dharmy dał mi jedną z tych chwil. Leighton Bates napisał o pomarańczy. Zwykły kawałek owocu i jego uważność podczas jedzenia sprawiły, że było to wyjątkowe wydarzenie. Kilka dni po ukazaniu się numeru otrzymałem list od mamy. Przeczytała artykuł Leightona i była nim poruszona. Powiedziała, że ​​czytanie jego słów sprawiło, że zatrzymała się i podsumowała rzeczy, za które była wdzięczna i uświadomiła sobie wspaniałe prezenty, jakie otrzymała.

Czasami tak łatwo jest mi dać się złapać we własnej sytuacji, popaść w depresję, zgorzkniać lub użalać się nad sobą. Wszystko, czego kiedykolwiek potrzebuję, aby się z tego wyrwać, to rozejrzeć się; Szybko zdaję sobie sprawę, że jest tak wielu innych ludzi, którzy doświadczają cierpienia na poziomie, którego nie jestem w stanie pojąć. Sprawia, że ​​czuję się małostkowa, gdy mamrocze nad własnymi postrzeganymi niesprawiedliwościami, kiedy jest tak wiele innych czujących istot, które żyją w ciągłym smutku, tych, którzy żyją w biedzie, tych, którzy są bezdomni i głodni, a może najbardziej przerażających dla mnie, tych, którzy są sam.

Dwa razy w roku, w Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie, dają nam pomarańczę. W tym roku, kiedy obierałam swój, myślałam o Leightonie i mojej mamie. Wyobraziłem sobie, że dla Nkosiego pomarańcza kryje w sobie cały świat rozkoszy, gdy łamał ją po kawałku – jej konsystencję, zapach, słodką kwasowość na języku. Dla Nkosi Johnson w tym momencie nie było AIDS ani strachu przed śmiercią – tylko wdzięczność i cudowne doświadczenie uważności.

Autor gościnny: BT

Więcej na ten temat