Przyjazne dla wydruku, PDF i e-mail

Na wojnę odpowiadać pokojem

Niebiesko-czerwony znak pokoju namalowany na skale.
Praca z destrukcyjnymi emocjami i generowanie życzliwego i współczującego serca pozwala nam odkryć własne sposoby tworzenia i przyczyniania się do pokoju. (Zdjęcie: Traci Thrasher)

W marcu 2003 r. Stany Zjednoczone najechały na Irak, rozpoczynając wojnę, która trwała do wycofania się wojsk amerykańskich w grudniu 2011 r. Czcigodny Thubten Chodron odpowiada na prośby o radę od uczniów Dharmy, którą można zastosować w każdej sytuacji wojennej.

2 kwietnia 2003 r.

Drodzy przyjaciele,

W krótkim czasie od rozpoczęcia wojny uczyłem w Idaho, Kalifornii i Missouri. We wszystkich tych miejscach ludzie prosili o radę Dharmy, jak pracować z emocjami, które pojawiały się w nich w czasie wojny. Poniższy tekst nie jest więc deklaracją polityczną — chociaż mój osobisty pogląd jest obecny — ale sugestią, jak pracować z naszymi uczuciami dotyczącymi tego, co się dzieje.

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Jego Świątobliwość Dalajlama, był w trakcie wygłaszania tradycyjnych nauk Tybetańskiego Nowego Roku, kiedy wybuchła wojna w Iraku. Dzień po rozpoczęciu walk powiedział: „Wojna trwa teraz. Módlmy się, aby wynikło z tego przynajmniej coś dobrego”. Zinterpretowałem to tak, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby temu zapobiec i teraz zamiast paść ofiarą uczucia rozpaczy i złość, które powodują tylko więcej cierpienia, musimy skierować naszą uwagę, aby poradzić sobie z sytuacją w konstruktywny sposób. Jak to robimy?

Wielu ludzi, którzy mieli nadzieję, że konflikt zostanie rozwiązany bez przemocy, czuje się teraz bezradnych, przestraszonych i złych. Najpierw musimy pracować z tymi destrukcyjnymi emocjami, które nie tylko zwiększają nasze cierpienie, ale także ograniczają naszą zdolność pomagania innym. Następnie staramy się stworzyć życzliwe i współczujące serce. Uczyniwszy to, każdy z nas odkryje własne sposoby tworzenia i przyczyniania się do pokoju.

Wiele osób czuje się bezradnych, aby zmienić bieg wydarzeń, ponieważ przywódcy rządowi wydają się bezkrytycznie realizować swój własny program. Jeśli poddajemy się poczuciu bezradności i myśli, że nic nie możemy zrobić, to tak, jakbyśmy mówili, że przyczyna i skutek nie istnieją. Ale prawo przyczyny i skutku istnieje; jest to faktem codziennego życia, jak również podstawową zasadą buddyjską. Możemy zasiać ziarno pokoju poprzez praktykę Dharmy, działania społeczne i hojność dla organizacji pomocowych. Być może nie jesteśmy w stanie powstrzymać wojny natychmiast lub w pojedynkę, ale ważne jest, aby głos pokoju był wypowiadany i słyszany, niezależnie od tego, czy ma on natychmiastowy, czy długoterminowy skutek. Wzajemne wsparcie, które oferujemy sobie nawzajem, wypowiadając słowa pokoju, pomaga nam i innym. Ponadto wpływ ma moc mówienia naszej prawdy. Modlić się o pokój; robić przyjmowanie i dawanie medytacji (tonglen); medytując nad CzenrezigThe Budda współczucia, również przynoszą efekty. Możemy brać udział w wiecach pokojowych, pisać do naszych przywódców, angażować się w akcje społeczne i wspierać organizacje pomocowe. Możemy nie być w stanie dostarczyć żywności i lekarstw tym po obu stronach wojny, którzy są obiektem bombardowań i żywego ognia, ale możemy przynajmniej pomóc biednym i chorym w naszym własnym kraju. Ważne jest docieranie do innych z naszymi myślami i działaniami. Bezradność nie może przetrwać w środowisku opieki.

W reakcji na wojnę mogą pojawić się dwa rodzaje strachu. Jeden jest egocentryczny, drugi skoncentrowany na drugim. Strach egocentryczny jest wyniszczający. Możemy obawiać się różnych rzeczy: wzmożonej działalności terrorystycznej w naszych krajach, zakończenia starannie budowanej współpracy międzynarodowej, którą ONZ wspiera od samego początku; utrata praw i wolności w wyniku polityki bezpieczeństwa obecnej administracji; upadającą gospodarkę, która ogranicza nasz styl życia. Istnieje pewien rodzaj paniki związanej ze strachem, ponieważ umysł tworzy najgorsze scenariusze, które kończą się słowami: „Ta sytuacja mnie przytłoczy”.

Zadawanie sobie kilku pytań pomaga przeciwdziałać lękowi:

  1. Jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia sytuacji, której się obawiam? Ile z tego jest w moim umyśle piszącym horrory? Często okazuje się, że dramat, który tworzymy, jest bardzo mało prawdopodobny.
  2. Nawet gdyby tak się stało, jakie mam zasoby, aby sobie z tym poradzić? Odkrywamy, że w społeczności istnieją zewnętrzne zasoby, z których można czerpać, jak również wewnętrzne zasoby siły, która pochodzi z praktyki Dharmy i zrodzonego z niej współczucia.
  3. Chociaż ten strach jest nierealny, mogą istnieć realne zagrożenia. Co mogę zrobić, aby im zapobiec? Tutaj ponownie dochodzimy do mocy przemawiania głosem pokoju, pozytywnych aspiracji i docierania do innych w każdy możliwy sposób. Każdy z nas ma inne sposoby pomocy. Dla niektórych może to być uzdrowienie konfliktu międzyludzkiego; dla innego może to być akcja społeczna lub polityczna; dla jednej trzeciej może być oferuje wszelkiego rodzaju usługi.

Strach skoncentrowany na innych dotyczy bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia innych. Wyobrażając sobie, jak by to było żyć w bombardowanym mieście lub w mieście, w którym brakuje czystej wody i żywności, cierpienie tych, którzy tego doświadczają, jest dla nas nie do zniesienia. Martwimy się, czy ci ludzie przeżyją, czy ich bliscy przeżyją, czy ich domy i dobytek pozostaną. Boimy się o życie żołnierzy i cywilów po obu stronach konfliktu. Ten strach ma potencjał, by przekształcić się we współczucie, pragnienie, aby żywe istoty były wolne od cierpienia i jego przyczyn. To współczucie jest dynamiczne i ożywcze, i chociaż zabarwione smutkiem obserwowania cierpienia, optymistycznie jest, że na dłuższą metę można usunąć cierpienie i jego przyczyny.

Jednakże, jeśli nie jesteśmy ostrożni, strach skoncentrowany na innych może przekształcić się w osobisty niepokój, w którym stajemy się bardziej skoncentrowani na własnych niewygodnych uczuciach, gdy widzimy cierpiących innych niż na ich cierpieniu. Cierpienie osobiste utrudnia rozwój prawdziwego współczucia. Inną możliwą usterką związaną ze strachem skoncentrowanym na innych jest uprzedzenie. Oznacza to, że współczujemy dobru tych, których postrzegamy jako ofiary agresji, ale brakuje nam współczucia dla tych, których nazywamy sprawcami. W rzeczywistości możemy nawet rozwinąć w sobie niechęć do sprawców, w którym to przypadku nasz sposób myślenia pod pewnymi względami przypomina ich: postrzegamy rzeczy w kategoriach „my i oni”, obwiniamy innych i życzymy im źle. Innymi słowy, jesteśmy współczujący z jednej strony, ale wrogo nastawieni do drugiej. To nie jest prawdziwe współczucie, które wykracza poza uprzedzenia.

Bezradność i egocentryczny strach to niezwykle niewygodne emocje, do których często uciekamy się złość odwrócić się od ich doświadczania. Obecnie nasza złość prawdopodobnie skupi się na przywódcach rządowych, których działania wydają się ignoranckie i szkodliwe dla dobra naszego i innych krajów. Albo możemy być źli na tę sytuację: „Nie mam kości do obierania. Dlaczego tkwię w środku konfliktów innych ludzi?”

W tym miejscu warto pamiętać, że nasze własne działania – nasza karma – spowodowały, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Nie ma nikogo na zewnątrz, kogo można winić. Gdybyśmy nie stworzyli przyczyn karmicznych poprzez nasze własne szkodliwe działania, nie znajdowalibyśmy się w takich okolicznościach. Zamiast odrzucać tę sytuację, musimy ją zaakceptować i uczynić wojnę oraz związane z nią zagrożenia dla bezpieczeństwa naszą praktyką Dharmy.

Możemy się zastanawiać: „Co zrobiłem w przeszłości, że teraz mimowolnie zostałem wciągnięty w ten konflikt?” Jeśli przyjrzymy się uważnie, może się okazać, że w przeszłości wzniecaliśmy konflikty, obmawiając, plotkując lub rozpowszechniając fałszywe historie. Możemy mieć w sobie trochę Saddama i Busha. Nasza złośliwa mowa, która do głębi rani innych, jest naszą bronią masowego rażenia. Naszymi kwestiami kontrolnymi, w których narzucamy się ludziom wokół nas, są nasze bomby i ataki artyleryjskie. Uznanie tego jest dość otrzeźwiające i choć nie na taką skalę, na jaką wpływa na tak wielu ludzi, to jednak nasza zazdrość i nienawiść oraz motywowane nimi działania przynoszą cierpienie. Istnieje praca, którą możemy zacząć teraz wykonywać, aby oczyścić nasze własne postawy i zachowania jako część naszego wkładu w pokój.

Niektórzy ludzie boją się i nie ufają Bushowi, Cheneyowi i Rumsfeldowi tak samo lub bardziej niż Saddamowi. Niezwykle łatwo jest szkalować liderów koalicji, w tym przypadku stawiamy więcej złość w już nieprzyjazne środowisko. Tutaj także nasz umysł stał się podobny do tych, których okrzyków wojennych nie lubimy, tylko obiekt naszej nienawiści jest inny. Postrzegamy świat w kategoriach „my i oni”, potępiamy jedną stronę i chwalimy drugą oraz życzymy krzywdy tym, którzy się z nami nie zgadzają. To nie jest dobre ani dla nas, ani dla innych.

Tu właśnie pojawia się współczucie. Jak możemy współczuć tym, którzy propagują wojnę? Jak możemy być uprzejmi dla tych, których politycy widoki różnią się od naszych? Jak możemy życzyć dobrze tym, którzy krzywdzą innych, w tym przywódcom rządowym i żołnierzom po obu stronach?

Moim zdaniem przeciwstawianie się wojnie i wspieranie wojsk to dwie różne kwestie. Nie nienawidzę wojsk amerykańskich i brytyjskich. Ci młodzi mężczyźni są tak samo ofiarami programów innych, jak wszyscy inni. Życzę im dobrze; Nie chcę ich zabijać ani zabijać. Możemy kochać żołnierzy naszego kraju jako indywidualne czujące istoty i nadal sprzeciwiać się działaniom, w które się angażują.

Podobnie sprzeciwienie się tej wojnie nie oznacza, że ​​nie kochamy naszego kraju. W rzeczywistości to dlatego, że dbamy o nasz kraj, nie chcemy, aby jego przywódcy sprowadzili nas na ścieżkę, którą uważamy za błędną. Doceniamy wolność, którą tu mamy, ale uważamy, że polityka międzynarodowa oparta na zrozumieniu i poszanowaniu innych kultur ochroni ją lepiej niż obecna.

A co z przywódcami rządowymi, którzy każą im walczyć? Jak możemy nienawidzić tych, których sposób myślenia jest tak ignorancki i błędny? Wyobraź sobie — gdybyśmy dorastali w rodzinie Busha lub w rodzinnym mieście Saddama, z całym tym uwarunkowaniem, jakie otrzymali jako młodzi ludzie, jest wysoce prawdopodobne, że pomyślelibyśmy tak jak oni. Czy oboje nie są ofiarami uwarunkowania, które otrzymali? Czy nie są uciskani siłą własnej ignorancji, przywiązaniei wrogość? Kiedy myślimy o karmy tworzą i wyniki, jakie dzięki temu odczują, jak możemy ich nienawidzić? Czy nie są to przedmioty godne naszego współczucia?

Współczucie nie jest tylko dla tych, którzy rzekomo cierpią w konflikcie. Szczególnie potrzebne jest współczucie tym, którzy wyrządzają krzywdę. Musimy życzyć im, aby byli zdrowi i szczęśliwi. Gdyby byli zadowoleni, nie robiliby tego, co robią. Ludzie krzywdzą innych tylko wtedy, gdy sami są nieszczęśliwi, a nie wtedy, gdy czują się szczęśliwi.

Współczucie nie wymaga, abyśmy zgadzali się z tym, co myślą lub robią inni. Możemy wypowiadać się przeciwko szkodliwym działaniom, współczując ich sprawcom. Współczucie nie oznacza, że ​​uciekamy od realiów wojny. Tak naprawdę wierzę, że dokładniej widzi te realia i prowadzi nas do kreatywnych sposobów poszukiwania rozwiązań. Dobre serce to coś, co mamy zdolność i moc do generowania. Mamy trochę pracy do wykonania; zacznijmy już teraz i pomóżmy sobie nawzajem.

Z kim metta,
Czcigodny Thubten Chodron

Oby wszystkie czujące istoty miały szczęście i jego przyczyny.
Oby wszystkie czujące istoty były wolne od cierpienia i jego przyczyn.
Oby wszystkie czujące istoty nie były oddzielone od bez smutku błogość.
Niech wszystkie czujące istoty trwają w spokoju, wolne od uprzedzeń, przywiązanie i złość.

Czcigodny Thubten Chodron

Czcigodny Chodron kładzie nacisk na praktyczne zastosowanie nauk Buddy w naszym codziennym życiu i jest szczególnie uzdolniony w wyjaśnianiu ich w sposób łatwo zrozumiały i praktykowany przez ludzi Zachodu. Jest dobrze znana ze swoich ciepłych, pełnych humoru i klarownych nauk. Została wyświęcona na mniszkę buddyjską w 1977 roku przez Kyabje Ling Rinpocze w Dharamsali w Indiach, aw 1986 otrzymała święcenia bhikszuni (pełne) na Tajwanie. Przeczytaj jej pełną biografię.